Rozmowa z płk. Ottonem Hulackim, jednym z ostatnich żyjących kombatantów, którzy brali udział w bitwie pod Monte Cassino

Autor:Piotr Kurpaska

Piotr Kurpaska: Jest Pan Lwowiakiem. Jak wyglądało Pana życie jeszcze przed wojną i jak Pan zaangażował się w aktywność społeczną?

Otton Hulacki: Urodziłem się we Lwowie w 1922 roku i tam spędziłem swoje dzieciństwo. Mieszkaliśmy w kamienicy przy ulicy Towarowej, nieopodal wiaduktu Kolejowego. Właścicielem i zarządcą ciągu kamienic, była rodzina Baczewskich, których słynna fabryka wódki znajdowała się nieopodal. Podczas mojego lotu z Londynu do Warszawy, załoga samolotu zrobiła mi miłą niespodziankę, wręczając kilka małych buteleczek od Baczewskich. Zostając przy tym temacie to Adam Baczewski był również prezesem związku strzeleckiego we Lwowie, do którego przyłączyłem się jako młody chłopak. Przy Związku funkcjonowała organizacja Orląt, w której, zostałem instruktorem. Pamiętam jak przed wojną po ulicach Lwowa maszerowaliśmy w defiladzie, a mi została przydzielona funkcja poprowadzenia Orląt, czułem się wtedy bardzo wyróżniony. W Strzelcach narodziła się również inna moja pasja. Baczewski miał zwyczaj przynosić do związku różne polskie czasopisma i w jednym z nich znalazłem artykuł o projekcie statku ORP Błyskawica. Historia okrętu została ze mną na całe życie. Śledziłem każdą nowinkę o polskim niszczycielu. W 1998 roku w mieście Cowes wraz z kilkoma przyjaciółmi założyliśmy Towarzystwo Przyjaciół Błyskawicy.

Mieszka Pan w tej chwili w Anglii na wyspie Wight. Czy z tym miejscem również wiąże się historia ORP Błyskawica?

Tak to chyba nie przypadek, że zamieszkałem na wyspie, która jest związana z historią tego okrętu. Po pierwsze okręt ten został zbudowany w stoczni w Cowes na wyspie Wight, a po drugie w czasie II wojny światowej Błyskawica brała udział w obronie miasta Cowes i przyczyniła się znacząco do uniknięcia zniszczenia miasta przez bombowce Luftwaffe.

Jak jeszcze angażował się Pan w młodości w działania społeczne?

Jeszcze w czasach szkolnych jedna z moich nauczycielek i mentorek podsunęła mi pomysł rozpowszechniania znaczków na rzecz funduszu Ligi Morskiej i Kolonialnej oraz Ligi Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwgazowej, a dla mnie wszelkie inicjatywy promujące rozwój Polski były ważne i chętnie w nie się angażowałem. To była pierwsza moja praca społeczna.

Czy po wojnie również Pan się angażował w prace społeczne?

Proszę Pana, całe moje życie obracało się wokół pracy społecznej. Po wojnie zamieszkałem w Londynie i przez kolejne 50 lat udzielałem się dla polskich spraw, właściwie do dnia dzisiejszego aktywnie działam społecznie. Uwierzy mi Pan, że mimo wieku (101 lat) wciąż w środku czuje się jeszcze młody i mam motywację do działania (śmiech). Po wojnie w Londynie uformowało się wiele organizacji polonijnych, a już w 1940 roku w brytyjskie stolicy siedzibę miał polski rząd na uchodźstwie. Ja wiedziałem, że nie mam możliwości powrotu do Ojczyzny, więc chciałem być częścią polskiej społeczności na wyspach. W Londynie w 1946 roku zostało zawiązane Stowarzyszenie Polskich Kombatantów (SPK), którego zostałem członkiem, a teraz jestem honorowym prezesem. W tamtym czasie większość Polaków zamieszkiwała zachodnie dzielnice Londynu, ja również. Mieszkałem niedaleko stacji metra Baron Court, gdzie w niewielkim pomieszczeniu przy stacji prowadziłem drukarnie i wydawnictwo.

Jakie cele społeczne postawił Pan przed sobą?

Jednym z moich głównych celów było działanie na rzecz pojednania polskiej społeczność w Wielkiej Brytanii. Mimo, że wszyscy sprzeciwialiśmy się komunistycznym władzą w Polsce, byliśmy również bardzo podzieleni. Na przełomie lat 40 – tych i 50 – tych wraz z przyjaciółmi założyliśmy organizacje społeczną „Ruch Młodych”. W styczniu 1952 roku przyjęliśmy rezolucje w sprawie dążenia do zjednoczenia polskiego obozu niepodległościowego. Wtedy zaczęliśmy działać i zbierać podpisy popierające naszą idee. Wsparcie dostawaliśmy od Polaków na emigracji z całego świata. Mam przy sobie list, który przyszedł do nas z Kanady w kwietniu 1952 roku od gen. Kazimierza Sosnkowskiego, proszę spojrzeć!

Bardzo poruszający jest ten list, czy mogę zacytować jego fragment?

Oczywiście. Dodam tylko, że ten list jeszcze nigdy nie był publikowany i chciałbym go przekazać do muzeum.

„Wierzajcie mi, iż łączność duchową z Wami młodymi cenie sobie niezmiernie wysoko, o wiele wyżej, aniżeli głosy uznania. Do Was należy przyszłość; Wy będziecie budować nową Polskę i ponosić odpowiedzialność za Jej losy; Wy przechowujecie w sobie te wartości, bez których nic znacznego stworzyć nie można, a więc niezużytą energię duchową, bezinteresowny idealizm, umiejętność odnalezienia sedna w każdem zagadnieniu…”fragment listu.

Proszę powiedzieć czym zajmował się Pan w Londynie zawodowo?

Moja praca zawsze miała związek z Ojczyzną i Polakami. Przez długi czas pracowałem w polskiej gazecie jako redaktor wiadomości gospodarczych. Interesowało mnie wszystko co dzieje się w Polsce. Później otworzyłem swój biznes. Udało mi się pozyskać lokal przy samej stacji Barons Court. Otworzyłem tam drukarnie z niewielkim wydawnictwem. Obsługiwałem wiele organizacji polonijnych. Drukowałem ulotki, plakaty, gazetki, a nawet książki.

jak wyglądało życie towarzyskie na emigracji, czy też aktywnie Pan w nim uczestniczył?

Proszę Pana, ja zawsze uwielbiałem towarzystwo! W czasach powojennych dużo się działo wokół „Ogniska” był to Polski klub z restauracją, salą teatralną i wystawową w Londynie. Miałem tam znajomą w sekretariacie, która pomagała mi wynająć salę, w której organizowałem imprezy. Przychodziło tam wielu Polaków, bawiliśmy się do rana. To był również ważny aspekt życia społecznego.

Płk. Otton Hulacki jako żołnierz II Korpusu Polski, w szeregach 6. Pułku Pancernego “Dzieci Lwowskich”, następnie w 2. Warszawskiej Brygadzie Pancernej, walczył we Włoszech we wszystkich kluczowych bitwach m.in. o Monte Cassino, Bolonię oraz Ankonę. Po wojnie zamieszkał w Londynie, gdzie aktywnie działał i pracował na rzecz kombatantów i Polonii.

Otton Hulacki urodził się 2 stycznia 1922 roku we Lwowie.

Scroll to Top
Skip to content