Władysława Wiercińska na grobie ojca

Krótka historia Władysławy Wiercińskiej – Sybiraczki z Szyłokarczmy

Dziś mija 85 rocznica pierwszych wywózek Polaków w głąb Związku Radzieckiego. W 1940 roku funkcjonariusze NKWD wypędzili z domów i w bydlęcych wagonach deportowali do sowieckich łagrów co najmniej 140 tysięcy osób. W trakcie naszego wyjazdu w ramach akcji Rodacy Bohaterom rozmawialiśmy o losach tamtejszych Polaków na Kresach. Tę tragiczną kartę polskiej historii przypomniała nam pani Władysława Wiercińska, 86 letnia Sybiraczka ze Związku Polaków w Szyłokarczmie /Šilutė, która jako młoda dziewczyna została wywieziona z rodzicami na Sybir. Tak deportację wspominała:

Miałam 10 lat jak wywieźli mnie na Sybir. Wróciłam w wieku 19 lat. Wywieźli nas bo byliśmy bardzo bogaci. W ciągu kilkunastu minut ludzie tracili dorobek całego życia. Na początku jedliśmy to co udało nam się zabrać. Później był straszny głód, ja już umierałam. Doktorka mamie wypisała kartkę, że można mnie pochować, ale jakoś odżyłam. Mama potem spaliła tę kartkę. Pracowałam bardzo ciężko na kombajnie i w polu. Wtedy te kombajny nie były takie jak teraz. Trzeba było te ciężkie worki z pszenicą nosić. Po pracy aż ręce krwawiły. Miałam 15 lat a siano kosiłam razem z mężczyznami i normę wyrabiałam. Kosą również podkasałam to co kombajn nie skosił. Przez to mam do dzisiaj krzywy i chory kręgosłup. Kiedy ja rodziłam się, ojcu było 65 a mamie 35 lat, była drugą żoną taty. Miałam jeszcze siostrę ale umarła mając roczek na szkarlatynę. Ojciec zmarł po roku od deportacji i został tam pochowany. Kiedy na Sybirze paliła się tajga, spaliły się wszystkie krzyże. Pojechaliśmy w 1977 roku na grób taty ale nie mogliśmy odnaleźć, który taty grób bo były tylko mogiłki. Dzisiaj jest tam park. Zadziwiające było to, że w lesie rosły takie truskawki i wilki podchodziły pod okna naszej chatki. Zimy były bardzo śnieżne i mroźne, dochodziło nawet do -50 C, bez nart biegowych nie poradziłby człowiek. Boże, jak myśmy tam przeżyli?! Nasi wszyscy krewni byli wywiezieni, niektórzy wrócili potem do Kętrzyna, Ełku i Częstochowy. My mieliśmy wracać w 1957 r. ale mama dostała zawału serca dlatego zostaliśmy na Litwie, gdzie nam kazali z oczu zginąć. Nie chcieli mnie do żadnej szkoły przyjąć bo nie miałam meldunku, nocowałam pod ławką na stacji, wtedy jeszcze nie wypędzali. W końcu poszłam do technikum kolejowego. Po szkole musiałam 3 lata odpracować na kolei.

Akcję wywózek obywateli polskich przeprowadziło NKWD. Szacuje się, że w pierwszej fali deportacji w głąb ówczesnego Związku Sowieckiego zostało wywiezionych około 140 tys. Polaków.

Poniżej przedstawiamy kilka zdjęć Pani Władysławy z Sybiru, które udostępniła z rodzinnego archiwum.

Pani Władysława ze zdjęciem z młodości
Pani Władysława z mamą, Sybir 1954r.
Nad grobem Taty, Sybir 1954r.
Na nartach biegowych, bez których nie było możliwości przemieszczania się, Sybir
Scroll to Top
Skip to content