Polskie tradycje bożonarodzeniowe na Islandii

Autor:Monika Szewczuk

Mimo że wyemigrowali, to w swoim nowym islandzkim domu starają się zachować pamięć o smakach, zapachach i dźwiękach związanych ze świętami uznawanymi przez sporą część Polaków za najpiękniejsze w roku. Przygotowują świąteczne potrawy wigilijne, dekorują domy, śpiewają polskie kolędy. I mogą na Islandii liczyć na białe święta.

Islandzka choinka. Autor: Tom Surtsey
Islandzka choinka. Autor: Tom Surtsey

Wigilia wigilii: Święty Þorlákur i próba odwagi ze skatą

Islandczycy zaczynają Boże Narodzenie już w wigilię wigilii, gdyż 23 grudnia jest dniem Świętego Þorlákura. Stanowi on kluczowy element przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Jedną z tradycji tego dnia jest spożywanie sfermentowanej płaszczki zwanej skata.

Sam Þorlákur jest patronem Islandii, kanonizowanym nota bene przez Jana Pawła II w 1984 roku.

Jedzenie skaty to zwyczaj pochodzący z Fiordów Zachodnich, obchodzony właśnie 23 grudnia. Potrawę tę spożywa się na specjalnych przyjęciach. Rybę podaje się z ziemniakami, masłem, chlebem żytnim i wódką brennivín, choć niektórzy polecają wypić szklankę mleka, aby zniwelować działanie toksyn pochodzących ze skaty.

Skata. Fotografia: Karl Sigtryggsson
Skata. Fotografia: Karl Sigtryggsson

Na trzy tygodnie mięso płaszczki odkłada się do pojemników, aby sfermentowała, a amoniak rozprowadził się po całej tuszy i uległ przemianie chemicznej. Niesfermentowana skata jest trująca.

Polacy na Islandii tak mówią o tej islandzkiej potrawie:

Michał: Nie jadłem, ale byłem na stołówce, gdzie to podawano. Nie śmierdziało tak bardzo. Ale jak sąsiad kiedyś przygotowywał, to śmierdziało że hej!

Marta: Smród amoniaku nie do wytrzymania, a przy gotowaniu odór wręcz oblepia wszystko i nie daje się sprać.

Justyna: Niestety, nie miałam przyjemności.

Jola: Skaty spróbowałam w moim pierwszym roku pobytu na Islandii – byłam otwarta i chłonna, chciałam poznać wszystko, co nowe i związane z tym miejscem. Pracując w przetwórni rybnej, miałam niepowtarzalną okazję, bo 23 grudnia od rana cała stołówka i wszystkie pomieszczenia socjalne woniały amoniakiem. Podczas przerwy na lunch ustawiłam się z innymi w kolejce. Wygląd dania był bardzo zachęcający, na blasze leżały piękne kawały białej, uduszonej czy też upieczonej ryby. Wzięłam więcej, niż potrzeba było „na spróbowanie”, i to okazało się błędem. Po pierwszym kęsie z całego lunchu zostały mi tylko ziemniaki, tylko te, które nie dotykały ryby na talerzu. Smak wraz z zapachem rozszedł mi się po jamie gębowej i uderzył w nozdrza od środka, nie pozwalając przełknąć ani kawałka więcej. Z podziwem i zdumieniem patrzyłam na Islandczyków, którzy zapamiętale mieszali widelcem rybę i ziemniaki na swoich talerzach, jedli ten specyfik z entuzjazmem, rozmawiając głośno i celebrując tę świąteczną atmosferę, która okazała się dla mnie niestrawna.

Radek: Nigdy nie jadłem. Wiem tylko, że śmierdzi. Rekinka za to jadłem i lubię.

Krzysztof: Waliło amoniakiem, ale było pyszne! Polane roztopionym smalcem z barana. Ciuchy od razu do prania.

Sylwia: Nie jadłam.

Gosia: Jadłam, bo w mojej poprzedniej pracy, w Gray Line, gotowali skatę starsi Islandczycy i bardzo zachęcali, żeby ją jeść. Powiem, że da się zjeść, jeśli ktoś lubi przygody i nie boi się jedzenia, które dziwnie smakuje. Konsystencja taka jak ryby, a smak amoniaku, bardzo intensywny. Uderza w nos, aż normalnie gdzieś w głowę wchodzi. Nie powiedziałabym, że to jest dobre, i nie skończyłam nigdy całej porcji. Aaa, no i zapach, tragiczny. Po trzech minutach wszystko przejdzie tym zapachem – włosy, ubranie… Trzeba długo wietrzyć.

Monika: Ég borða ekki fisk (czyli: Nie jem ryb).

Wygląda na to, że większość Polonusów unika skaty jak ognia.

Islandzka wieczerza wigilijna, 24 grudnia, składa się z zupy z jagnięciną, zwanej kjötsúpa, wędzonej jagnięciny, zwanej hangikjöt, podawanej z ziemniakami i marynowaną czerwoną kapustą, pieczonej wieprzowiny w miodowej marynacie zwanej Hamborgarhryggur, często z ananasem, czasem pojawia się też mięso renifera, indyka czy maskonura, do tego Laufabrauð, czyli cienki, okrągły smażony chlebek z wycinanymi wzorami, jólaöl – to świąteczny napój zrobiony z gazowanego napoju pomarańczowego i słodu, a na deser piparkökur, czyli po prostu pierniczki.

Hangikjot. Źródło: www.lindaben.is
Hangikjot. Źródło: www.lindaben.is

Wigilijny stół bez granic – gdy polskie smaki spotykają Islandię

Polacy na Islandii bardzo chętnie łączą tradycyjne polskie potrawy z islandzkimi. Zamiast karpia na stole lądują atlantyckie ryby, grzyby zbierane latem suszą się w suszarkach i można z nich zrobić grzybową i uszka do barszczu. Dzięki polskim sklepom można dostać mak, biały ser, kiszoną kapustę, susz na kompot, a nawet pszenicę na kutię.

Islandczycy, którzy mieli okazję skosztować wigilijnych polskich potraw, mówią:

Hörður: Barszcz z uszkami jest doskonały – chociaż myślałem, że to będą uszka baranów.

Þórgunnur: Jadłam pierogi ruskie i pierogi z kapustą i grzybami – fantastyczne obie wersje. Okazało się, że można je jeść nie tylko w wigilię, a w Reykjaviku mamy polską pierogarnię. Zabieram tam wszystkich znajomych.

Ægir: Jestem łasuchem i uwielbiam słodycze. Sernik i makowiec zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Poproszę o więcej.

Andrea: W zeszłym roku byłam z rodziną gościem na polskiej wigilii. Wzruszyło mnie mocno puste miejsce przy stole dla zagubionego wędrowca. To niesamowite, że w wigilijny wieczór do stołu zaprasza się obcych i przyjmuje z największą serdecznością. Potem dzieliliśmy się opłatkiem i składaliśmy sobie życzenia. Chyba wprowadzę ten zwyczaj u siebie. Jedzenie było pyszne i najadłam się tak, że nie mogłam się ruszyć. Do picia był kompot z suszonych śliwek – smak dziwny, ale do przyjęcia. Gospodyni wyjaśniła, że ma znakomite właściwości wspomagające trawienie i jest niezbędny po obfitej kolacji. A i jeszcze jedno – nie było żadnej mięsnej potrawy, tylko smażona ryba, ale ryba to nic specjalnego na Islandii, natomiast gołąbki – pychota. I niespodzianka, bo to ryż z grzybami i smażoną cebulką zawinięty w liście kapusty, a nie mięso z gołębia.

Jón: Zupa grzybowa – totalne zaskoczenie. Żadnych pieczarek, a same grzyby zbierane na Islandii. Nie wiedziałem, że mamy tu takie bogactwo: kozaki, prawdziwki, maślaki, rydze. Grzyby też były w pierogach i takich zawijasach kapuścianych. I grzybki w occie – coś w rodzaju pikli. I kolejne zaskoczenie – śledzie – płaty marynowane w jakiejś ciekawej zalewie z cebulą, zupełnie bez cukru. Zrobiłem później podobne i rodzina jadła ze smakiem. Fajnie jest poznawać nowe smaki.

Skúli: Na wigilijnym polskim stole powinno być 12 dań – i było! Wszystkie smaczne.

Trzynastu trolli, świąteczny kot i magia wspólnych tradycji

Polskie dzieci na Islandii nie muszą się zadowalać jednym Świętym Mikołajem, bo mają jeszcze 13 nieświętych islandzkich chłopców – złośliwych trolli, które dzień po dniu przed świętami Bożego Narodzenia odwiedzają islandzkie domy, psocąc i zostawiając grzecznym dzieciom w butach drobne prezenty, a niegrzecznym – ziemniaka. Dzieci czekają też na otrzymanie w prezencie nowych ubrań, bo jeśli tak się nie stanie, mogą zostać pożarte przez świątecznego kota – urocze, nie?

Świąteczny kot. Fotografia: Tom Surtsey
Świąteczny kot. Fotografia: Tom Surtsey

Islandzkie dzieci są również obdarowywane klasycznie – znajdują też prezenty pod choinką. Świadczy to o tym, że warto łączyć tradycje.

Islandzkie i polskie święta łączą też świąteczne dekoracje – choinki, bombki i miliony światełek na domach, drzewach, przy drogach. Najciemniejsze dni w roku rozświetla ponadto zorza polarna. Magia świąt po tysiąckroć.

Zorza. Fotografia: Karolina Regucka
Zorza. Fotografia: Karolina Regucka

Przewijanie do góry
Przejdź do treści