Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej

Polska grupa, która tworzy dzieła pomocowe w Wiedniu

Autor:Piotr Ewertowski

Od spontanicznej facebookowej inicjatywy do dużej polonijnej akcji charytatywnej w Wiedniu. Grupa Polaków od dziesięciu lat organizuje Wigilię i wielkanocne spotkania dla osób samotnych i bezdomnych, a przy okazji prowadzi całoroczną pomoc od zbiórek po wsparcie domów dziecka.

Sylwia Sarnowska, jedna z inicjatorek grupy „Wigilijne dziewczyny i chłopcy”, która od 32 lat mieszka w Wiedniu, w rozmowie o początkach akcji, o tym, jak rozwinęła się ona na wiele gałęzi pomocy oraz o Polonii w stolicy Austrii. Do tej pory grupa wydała ponad 2000 świątecznych posiłków, organizują Dzień Dziecka i Mikołajki dla wychowanków Domu Dziecka, pomagają uchodźcom i tworzą zbiórki na rzecz tych, którzy potrzebują finansowego wsparcia. W tym roku grupa otrzymała II miejsce w Kategorii działalność społeczna w konkursie „Polak roku we Włoszech i na świecie”.

Piotr Ewertowski: Grupa zajmuje się nie tylko organizacją Wigilii, lecz szeroko pojętą działalnością pomocową w Wiedniu.

Sylwia Sarnowska (Wigilijne dziewczyny i chłopcy): Robimy różne akcje pomocowe i, szczerze mówiąc, jeśli ktoś zwróci się do nas o wsparcie, nigdy nie odmawiamy. Ostatnio działałyśmy na rzecz Ani, która zbiera pieniądze na operację bioder w Wiedniu. Dziewczyny z Kongresu Kobiet zorganizowały tę inicjatywę wspólnie. Urządziłyśmy charytatywnego grilla i udało nam się zebrać część potrzebnych środków.

Zawsze konsultujemy takie działania w grupie, ale pomoc jest otwarta dla każdego, kto jej potrzebuje. Obecnie prowadzimy dwie lub trzy akcje, które potrwają do końca roku. Od czterech lub pięciu lat wspieramy również ognisko wychowawcze w Lubaniu. To placówka wyłącznie dla dziewczynek. Teraz jest ich tam piętnaście, maksymalnie przebywa tam siedemnaście. Co roku przygotowujemy dla nich paczki mikołajkowe, jedziemy na miejsce, spotykamy się z nimi i przekazujemy prezenty.

fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej
Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej.

W tym roku, w czerwcu, udało nam się zabrać dziewczynki do Energylandii w Zatorze. Spędziłyśmy tam trzy dni. Były zachwycone, a dla nas to również była ogromna radość.

Już piątego grudnia ponownie jedziemy do dziewczynek. W drodze odwiedzimy także Staruszkowo, miejsce prowadzone przez panią Krystynę, która opiekuje się starszymi pieskami. Można je określić jako niewielkie hospicjum dla zwierząt. No i oczywiście 13 grudnia jest organizowana przez nas Wigilia.

Od tej Wigilii wszystko się zaczęło 10 lat temu. Mogłaby Pani opowiedzieć trochę o początkach grupy? Skąd się wziął pomysł jej utworzenia?

Dziesięć lat temu pewna dziewczyna napisała na Facebooku, że chciałaby zorganizować Wigilię dla osób bezdomnych, ale nie ma sali, w której mogłaby to zrobić. Pomyślałam wtedy, że to świetna inicjatywa. Znałam księdza Pawła Marniaka z parafii Matki Teresy z Kalkuty w czternastej dzielnicy Wiednia. Skontaktowałam się więc z nim i opisałam całą sytuację. Poprosiłam o możliwość skorzystania z dużej sali parafialnej, bo bez niej zorganizowanie takiego wydarzenia byłoby niemożliwe.

Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej
Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej

Ksiądz poprosił o czas na zastanowienie i o konsultację z Radą Parafialną. Po dwóch lub trzech dniach napisał, że pomysł bardzo mu się podoba i zgadza się udostępnić salę. Tak zaczęła się cała historia.

Jak wyglądała ta pierwsza Wigilia? Dużo osób przyszło?

Pierwszą Wigilię zorganizowałyśmy wspólnie z tą dziewczyną i z osobami, które zgłosiły się do pomocy przez Facebooka. Nie miałyśmy wtedy żadnej formalnej grupy. Prosiłyśmy ludzi o ciasta, produkty do paczek i wszystko, co mogło się przydać. Same również gotowałyśmy w domach, przygotowując między innymi pierogi i bigos. Do pomocy przyszły nam cztery panie.

Na pierwszą Wigilię przyszło około pięćdziesięciu osób. Teraz w wydarzeniu uczestniczy już około stu osiemdziesięciu potrzebujących.

To pokaźna liczba osób!

To wszystko było bardzo spontaniczne. Na początku nie wiedziałam, jak to wyjdzie i czy w ogóle się uda. Po drugim roku tamta dziewczyna wycofała się z organizowania Wigilii, a ja postanowiłam kontynuować inicjatywę. Z czasem zaczęły dołączać do mnie kolejne osoby.

Zdjęcie nr 4: fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej

W grupie są trzy dziewczyny, które pomagały już przy pierwszej Wigilii i są z nami do dziś. Można więc powiedzieć, że jest nas cztery, bo wszystkie brałyśmy udział w tej pierwszej akcji. One wtedy nie były obecne na miejscu, ale pomagały zdalnie: przywoziły rzeczy od ludzi, gotowały i przygotowywały to, co było potrzebne.

Do dziś w grupie są cztery osoby, które pamiętają tamtą pierwszą Wigilię i brały udział w jej organizacji.

Wygląda na to, że Polacy w Wiedniu są dość dobrze zorganizowani, co łamie pewien stereotyp o Polakach, którzy się raczej za granicą nie integrują.

Często powtarza się zdanie, że jeśli Polak Polakowi nie zaszkodził, to już pomógł. Nigdy się z tym do końca nie zgadzałam, bo w Wiedniu jest naprawdę duża i aktywna Polonia, która potrafi działać razem i wspierać się nawzajem. Istnieją różne grupy, nie tylko nasza, i mogę powiedzieć z przekonaniem, że wielu ludzi chętnie pomaga.

Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej
Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej

Są osoby, które regularnie piszą z pytaniem, kiedy odbędzie się Wigilia albo Wielkanoc i proszą o wpisanie ich na listę, żeby mogły przygotować ciasto czy kupić kosmetyki do paczek. Od sześciu lub siedmiu lat pewien pan przekazuje nam ryby, konkretnie karpia, dla około stu pięćdziesięciu osób. Zawsze sam się odzywa przed świętami i dopytuje, czego potrzebujemy. Podobnie jest z innymi darczyńcami, którzy dostarczają mięso, kosmetyki czy produkty do paczek. Oni po prostu pamiętają i chcą pomóc. To naprawdę piękne.

Polacy są więc nie tylko zintegrowani, ale i mocno zaangażowani.

Jesteśmy wdzięczne za każdą, nawet najmniejszą rzecz. Ludzie często pytają, ile mają przygotować albo jak dużą porcję zrobić. Odpowiadam wtedy, że jeśli jedna osoba przyniesie miskę sałatki, a takich osób będzie dziesięć czy dwadzieścia, to razem stworzy się duża ilość. Nie chodzi o to, żeby ktoś przygotował wszystko sam. Liczy się każdy drobny wkład.

Cenię szczególnie sytuacje, kiedy ktoś, mimo że nie ma wiele, przynosi jedną czekoladę czy dezodorant, bo tyle może dać. Taka pomoc jest dla mnie bardziej wzruszająca niż gest osoby, która bez trudu może wydać sto czy dwieście euro. Najważniejsze jest serce, z jakim ktoś pomaga. Za to wszystko jesteśmy ogromnie wdzięczne i zawsze będziemy to podkreślać.

Jak Austriacy w Wiedniu postrzegają Polaków, na przykład przez pryzmat Waszej działalności dobroczynnej?

W naszej parafii, gdzie działamy, wszyscy już nas znają. To wszystko tak się rozrosło, że kiedy tylko pojawia się jakaś inicjatywa, ksiądz Paweł często słyszy: „może twoje dziewczyny pomogą?”. Czasem chodzi o pomoc w kuchni podczas parafialnego balu, czasem o inne wydarzenia. Jesteśmy tam naprawdę mile widziane, a ludzie podchodzą do nas z ogromną sympatią.

Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej
Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej

Uczestniczę również w spotkaniach Caritasu. Kiedy opowiadam, jak przebiega Wigilia i ile osób przychodzi, wszyscy są zachwyceni i wypytują o szczegóły. Traktują to jako coś wyjątkowego. Nasze spotkania mają bardzo tradycyjny charakter: jest modlitwa, opłatek, kolędy i pan, który co roku dla nas gra. Całość naprawdę przypomina polską Wigilię. Parafia patrzy na naszą działalność naprawdę życzliwie i z dużym uznaniem.

Na tę polską Wigilię przychodzą osoby bardzo różnych narodowości.

Dziś Polacy to około czterdziestu procent uczestników, a reszta to osoby różnych narodowości. Oni już wiedzą, czego się spodziewać: opłatka, śpiewania, tego rodzinnego klimatu. Wielu stałych bywalców witamy niemal jak znajomych.

Szczególnie czekamy na pewną Austriaczkę, która ma ponad dziewięćdziesiąt lat. Zawsze zastanawiamy się, czy tym razem uda jej się dotrzeć i czy wszystko u niej w porządku. Kiedy pojawia się w drzwiach ze swoim chodzikiem, wszystkim robi się miękko na sercu. To dla nas wzruszająca chwila i dowód na to, jak bardzo te spotkania ludzi jednoczą.

Od początku Wigilia była skierowana głównie do osób bezdomnych, ale dziś jest otwarta dla każdego, kto chce przyjść. Często zachęcam, aby zaprosić na nią samotnego sąsiada albo kogoś, kto nie ma z kim spędzić świąt. Chodzi o to, żeby każdy mógł usiąść przy świątecznym stole i poczuć się częścią wspólnoty.

Poza Wigilią organizujecie jeszcze obiady na Wielkanoc, prawda?

Pomyśleliśmy, że skoro organizujemy Wigilię, to może również zrobić spotkanie przed świętami wielkanocnymi. Ma ono podobny charakter: jest zupa, drugie danie, prezenty i czas na to, by ludzie mogli spokojnie usiąść, porozmawiać ze sobą i z nami. Podchodzimy do stolików, rozmawiamy, tworzymy atmosferę jak w rodzinie.

Menu jest bardzo polskie.

Robimy ogromne ilości pierogów – w tym roku było ich ponad dwa tysiące. Podajemy barszcz czerwony, zupę grzybową, rybę, ale też mięso dla osób, które ryb nie jedzą. Zdarzają się też osoby, które nie jedzą mięsa w ogóle, więc przygotowujemy kilka porcji alternatywnych potraw, żeby każdy był zaopiekowany i nikt nie wyszedł głodny.

Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej
Fot. z arch. Sylwii Sarnowskiej

Po zakończeniu spotkania każdy dostaje coś na wynos. Pakujemy bigos, sałatki, śledzie, ciasta, wędliny – wszystko w słoiki lub pojemniki. W tym roku zamówiłyśmy nawet polskie wędliny, które odbierzemy podczas wizyty u dziewczynek z placówki w Lubaniu.

Do tego dochodzi jeszcze paczka z kosmetykami i czymś słodkim. Ludzie bardzo się z tego cieszą, a my staramy się, aby każdy poczuł, że ktoś o nim pamięta.

Przewijanie do góry
Przejdź do treści