Gdy staniesz ciemną nocą na islandzkim odludziu, nie czujesz żadnego zagrożenia. Na odludziu, jak sama nazwa wskazuje, ludzi nie ma. Nie zeżre Cię tu ani lew, ani niedźwiedź, a jeśli się dobrze przygotujesz do wyprawy, sprawdzisz warunki pogodowe i zachowasz rozsądek, to nie zamarzniesz, nie zabłądzisz, nie spadniesz z klifu, nie spłoniesz w wulkanie – jednym słowem – będzie bezpiecznie. Ale zaraz, zaraz… co tam szepcze za tym kamieniem, kto przemknął pod tamtym krzakiem? Spokojnie, to tylko niewidoczni mieszkańcy Islandii, którzy od stuleci inspirują literacką twórczość Islandczyków. I nie tylko ich, bo jeśli słowo pisane jest dla Ciebie ważne i zamieszkasz na tej wyspie, to wkrótce, zaczną przemawiać i do Ciebie, a mają dużo do powiedzenia. Wystarczy to tylko zapisać.

Islandia jest krajem, który opiera się łatwemu pisaniu. Czytając islandzką literaturę, czasami ma się wrażenie, że Islandczycy sami siebie nie rozumieją. Być może właśnie dlatego obcojęzyczna literatura oparta na doświadczeniach migracyjnych, staje się ważna. Wydaje się, że jednymi z najbardziej uważnych narratorów tej przestrzeni okazują się polscy pisarze i tłumacze.
Polscy pisarze związani z Islandią, Berenika Lenard i Piotr Mikołajczak, zaczęli od słuchania, a potem zapisywania wspomnień, opuszczonych domostw, śladów nieobecności, historii miejsc, które nie mają już swoich mieszkańców, ale wciąż mają pamięć. Reportaże – od Szeptów kamieni po Zostanie tylko wiatr – nie próbują Islandii objaśniać. Raczej stawiają pytanie, co zostaje po człowieku, gdy natura odzyskuje przestrzeń. Islandia w tych tekstach nie jest krajem sukcesu ani spełnienia. Jest krainą trudnych decyzji, migracji, błędów i świstu wiatru.

Berenika i Piotr przyjechali na Islandię jak wielu innych: z ciekawością, ale bez iluzji. Ich reportaże o opuszczonych farmach i wyludnionych fiordach nie były próbą „odczarowania” wyspy. Przeciwnie, pozwalały poznać jej surowe oblicze. Te książki zostały docenione za konsekwencję i wrażliwość – szczególnie za oddanie głosu miejscom, a nie autorom.
Z tego doświadczenia wyrosła późniejsza fikcja. Powieści takie jak Baldur. Wyspy białego słońca czy Siggi nie porzucają reportażowego charakteru, ale przenoszą go do wnętrza bohaterów. Islandzki krajobraz staje się psychologicznym rezonatorem. Surowość wyspy nie koi, lecz pogłębia rany. Tu emigracja nie jest przygodą – jest próbą przetrwania. Islandia działa w tych opowieściach jak soczewka: wyostrza wspomnienia, konfrontuje z przeszłością, nie pozwala uciec od pytań o winę i odpowiedzialność.
Obok tego nurtu zaczęła powstawać literatura innego rodzaju: pisana nie o Islandii, lecz z Islandii – w miejscowym języku, który jest jednak obcy dla autorki. Przykład Maó Alheimsdóttir i jej poetyckiego tomu Hvalbak pokazuje, że islandzki w literaturze może być językiem nabytym, a nie tylko odziedziczonym. To pisanie radykalne, bo oznacza wejście w język, który odzwierciedla tę krainę: twardą, wymagającą, niechętną obcym.

Pisanie po islandzku – języku trudnym, zamkniętym, silnie związanym z tożsamością narodową – to przekroczenie granicy, do której wielu emigrantów nawet nie próbuje się zbliżyć. Poezja Maó nie stara się, aby się podobać. Jest prawdziwa i dzięki temu została dostrzeżona w islandzkim środowisku literackim jako głos świeży i nieoczywisty. To nie jest polska literatura o Islandii, lecz literatura islandzka pisana z doświadczenia migracji.
„Ísland pólerað” to autobiograficzny zbiór: opowiadań, wierszy i anegdot – fragmentów codziennych rozmów, przemyśleń, wspomnień i obserwacji autorki Ewy Marcinek. Angielski tytuł „Polishing Iceland” to gra słów: „Polish / polishing / polerować” – odwołuje się do często pierwszej formy zatrudnienia imigrantów na Islandii: prac fizycznych, polerowania, sprzątania, zmywania.

Książka opowiada o losie Polki, która – po trudnych, traumatycznych doświadczeniach w kraju swojego pochodzenia – decyduje się na emigrację do Reykjavíku. Ale nowy początek nie jest sielanką. Życie w Islandii to językowe wpadki, absurdalne sytuacje w restauracji, zderzenie kultur, próby codzienności, poszukiwanie miejsca w nowym świecie. Autorka mówi, że nie chciała pisać o emigracji jako o ciężarze, lecz jak to określiła, o tym, jak śmiesznie, dziwnie i często niezręcznie jest być obcym w danym kraju. Dzięki temu „Ísland pólerað” nie jest kroniką cierpienia, ale zabawną, gorzką i szczerą próbą zmierzenia się z tożsamością, traumą, adaptacją i nadzieją. Przekładu książki z języka angielskiego na islandzki dokonała Helga Soffía Einarsdóttir.
Równolegle do pisarstwa w języku polskim o Islandii, dzieje się również powrót islandzkiej literatury do polskiego czytelnika – nie egzotycznych dzieł z dalekiego kraju, ale pełnoprawnego partnera w dyskusji o tożsamości. Przekłady islandzkiej literatury dokonane przez Jacka Godka, takie jak nowe polskie wydanie Dzwonu Islandii Halldóra Laxnessa (laureata Nobla) przypomina, że pytania o wolność, bunt, miłość niemożliwą i narodową podmiotowość nie są wyłącznie islandzkie ani historyczne. Laxness brzmi dziś zaskakująco aktualnie, jakby ostrzegał, że tożsamość zawsze rodzi się w konflikcie.
Podobnie współczesna proza islandzka – choćby Płuca Pedro Gunnlaugura Garcíi, również w przekładzie Jacka Godka – pokazuje, że Islandia potrafi mówić o traumie w sposób ascetyczny, niemal bezbronny. To opowieść o dziedziczeniu bólu, o tym, jak przeszłość oddycha w ciałach kolejnych pokoleń. Niewiele tu krajobrazu, a jednak to książka głęboko islandzka. Islandia bowiem, jak mało które miejsce, uczy życia z przeszłością — z tym, co nie znika.

Oprócz przedstawionych tu pozycji, Jacek Godek przetłumaczył na polski mnóstwo książek islandzkich autorów. Znajdziecie je bez trudu.
W 2023 roku został laureatem nagrody Orðstír, honorowego wyróżnienia dla tłumaczy literatury islandzkiej na języki obce. Wyróżnienie to jest przyznawane co roku podczas Festiwalu Literatury w Reykjavíku. Honorowe wyróżnienie przyznawane jest osobom, które przetłumaczyły dzieło z języka islandzkiego na inny język w sposób wysokiej jakości i z takim sukcesem, że zwiększyły reputację kultury islandzkiej za granicą.
Szczególną rolę w tej wymianie literackiej pełni praca translatorska i edytorska. Antologia Nordyckie opowieści – przygotowana przez Agnes Ársól Bikowską, Kingę Eysturland, Emilianę Konopkę i Annę A. Prorok – przywraca pierwotny wymiar północnych legend. Nie wygładza ich, nie infantylizuje. Pokazuje, że świat elfów, trolli i wodnych istot nie był baśnią, lecz systemem opisu rzeczywistości, sposobem nadawania sensu surowemu światu. To ważne, bo bez mitów Islandia pozostaje tylko krajobrazem, a nie pełnoprawną krainą.

Nordyckie opowieści to przykład pracy, która wykracza poza zwykły przekład. To rekonstrukcja świata wierzeń i narracji, które były fundamentem północnej wyobraźni. Doceniana za rzetelność filologiczną i odwagę w pozostawianiu tekstów „szorstkich”. Antologia ta przywraca mitom ich pierwotną funkcję – nie dekoracyjną, lecz poznawczą.
Na przecięciu kultur powstają też projekty wspólne, jak Þankaganga. Myślobieg – książka islandzko-polskiego duetu, która zrywa z narodowym przyporządkowaniem. Tu liczy się proces myślenia, ruch, przenikanie języków. Tego typu publikacje pokazują, że literatura Północy nie jest dziś zamkniętym systemem, lecz przestrzenią współpracy.

Książka Þankaganga. Myślobieg powstała we współpracy islandzko-polskiego duetu – autorki Vali Porsdóttir i ilustratorki Agnieszki Nowak oraz przy pomocy tłumaczeniowej Jacka Godka. To opowieść dla dużych i małych o szukaniu swojego miejsca w świecie, który jednocześnie się skurczył. Z jednej strony przecież w tak wiele miejsc możemy dotrzeć i się w nich osiedlić, ale i oddalił – właśnie przez tworzone (najczęściej w głowie) podziały. Książka, która pokazuje, jak bardzo dziś literatura wymyka się kategoriom narodowym. Język, autorstwo, odbiorca – wszystko jest w ruchu. Literatura, tak jak emigracja, nie zna trwałych granic.
W tym literackim pejzażu ważne miejsce zajmuje także Joanna Okuniewska. Postać znana z podcastu i książki Tu Okuniewska, reprezentuje nowy typ narratora: osobistego, ironicznego, pozbawionego literackiego dystansu. Jej twórczość nie zdobywa nagród literackich w klasycznym sensie, ale zyskuje coś równie wartościowego – zaufanie i rozpoznawalność. A to w świecie emigracyjnym bywa walutą cenniejszą niż laury. Okuniewska nie pisze o Islandii wprost, ale jej obecność w życiu polskiej diaspory na wyspie jest symptomatyczna. Pokazuje, że potrzeba mówienia o sobie, swoich relacjach i wyborach jest równie silna jak potrzeba opisywania krajobrazu.

Z tych wszystkich głosów wyłania się złożony obraz Islandii. To już nie tylko kraj cudów natury, ale przestrzeń literackiego dialogu. Polscy pisarze, tłumacze i czytelnicy nie są tu gośćmi. Są uczestnikami rozmowy, która toczy się ponad granicami i językami. W tym „literackim przedsięwzięciu” biorą udział tłumacze i autorzy, imigranci i „przysposobieni” Islandczycy. Łączy ich przekonanie, że Islandia nie jest tylko miejscem, lecz procesem – który trzeba przeżyć, a potem zapisać.

