Pierwsze chwile wśród wiecznej zmarzliny Workuty

Autor:Kacper Kmieciak

Dziś obchodzimy 86 rocznicę agresji ZSRS na II Rzeczpospolitą. Ta data – 17 września stała się dla nas ważnym narodowym symbolem. Początkiem kolejnego, ale zarazem najbrutalniejszego okresu represjonowania Polaków przez rosyjskie władze. Właśnie ten dzień – 17 września został wyznaczony przez Związek Sybiraków na Światowy Dzień Sybiraków. Jest to święto, podczas którego oddajemy hołd wszystkim ofiarom stalinowskich represji zesłanych w głąb Związku Sowieckiego. Dziś w nawiązaniu do wyżej wymienionej daty chcielibyśmy przybliżyć Państwu pierwszy etap obozowej historii Pawła Świetlikowskiego – oficera Armii Krajowej z Wileńszczyzny skazanego przez sowieckie władze na katorgę.

BUR jednego z workuckich łagrów. Źródło: Russian State Archive, Moscow, Moscow (Російський Державний архів, Москва), CC BY-SA 3.0 <https: creativecommons.org="" licenses="" by-sa="" 3.0="">, via Wikimedia Commons)</https:>
BUR jednego z workuckich łagrów. Źródło: Russian State Archive, Moscow, Moscow (Російський Державний архів, Москва), CC BY-SA 3.0 https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0, via Wikimedia Commons)

Biografia Świetlikowskiego do momentu zesłania

Paweł Świetlikowski urodził się w Wilnie 2 stycznia 1915 roku. W tym mieście uczęszczał do szkoły powszechnej oraz Gimnazjum imienia króla Zygmunta Augusta. Nasz dzisiejszy bohater odbył również służbę wojskową w Szkolę Podchorążych Rezerwy przy 76 Lidzkim Pułku Piechoty. Na kilka miesięcy przed wybuchem wojny rozpoczął naukę na Wydziale Prawa wileńskiego Uniwersytetu imienia króla Stefana Batorego. Świetlikowski wraz z setkami tysięcy innych młodych mężczyzn został zmobilizowany w sierpniu 1939 roku. Przydzielono go do 77 Pułku Piechoty i to właśnie w szeregach tej formacji dostał się do sowieckiej niewoli. Wilniuk miał jednak wiele szczęścia. Na stacji w Kowlu udało mu się zbiec z pociągu wiozącego jeńców w głąb ZSRS. Warto dodać, że wielu oficerów, z którymi podczas wojny obronnej 1939 roku służył Nasz dzisiejszy bohater zostało zamordowanych przez NKWD w ramach zbrodni katyńskiej. Niedługo później Świetlikowski powrócił do Wilna i od razu zaangażował się w konspiracyjną działalność. W swojej książce  pod tytułem Gułag Workuta: Raport oficera Armii Krajowej napisał:

Nakaz rejestracji ominąłem a już miesiąc później byłem w tworzącej się samorzutnie konspiracji wojskowej. Ta heroiczna przygoda trwała 4 lata i 9 miesięcy, a zakończyła się Powstaniem Wileńskim pod kryptonimem ,,Ostra Brama”1.

Na marginesie warto dodać, że w 1991 roku Paweł Świetlikowski napisał książę pod tytułem Wołało Nas Wilno i na łamach tej pozycji opisał swoją służbę w szeregach Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej oraz przebieg operacji ,,Burza” na Wileńszczyźnie. Świetlikowski, wówczas porucznik Armii Krajowej, uniknął w lipcu 1944 internowania w Miednikach. W opanowanym przez Sowietów w mieście Polak nie mógł jednak skutecznie ukrywać się w nieskończoność. Weteran operacji ,,Ostra Brama” został aresztowany przez NKWD 15 września 1944 roku. Wilniuk został skazany na 15 lat katorgi oraz 5 lat pozbawienia praw obywatelskich. Miejscem zesłania Świetlikowskiego była tytułowa Workuta. W wierszu pod tytułem Na rozwiązanie Armii Krajowej poeta Kazimierz Wierzyński wspomniał o losie wileńskich żołnierzy Armii Krajowej słowami:

Za bój o naszą Rossę, Ostrą Bramę, Wilno –
Sucha gałąź lub zsyłka na rozpacz bezsilną.

Workuckie baraki zimą. Rights. Źródło: Kauno IX forto muziejus / Kaunas 9th Fort Museum, CC BY 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by/4.0>, via Wikimedia Commons
Workuckie baraki zimą. Rights. Źródło: Kauno IX forto muziejus / Kaunas 9th Fort Museum, CC BY 4.0 https://creativecommons.org/licenses/by/4.0, via Wikimedia Commons

Podróż na północ

O godzinie czwartej nad ranem 4 lipca 1945 roku Paweł Świetlikowski został wyprowadzony z celi wraz ze swoimi rzeczami. Tego letniego dnia rozpoczęła się podróż na Workutę. Długa kolumna więźniów pod silną eskortą funkcjonariuszy NKWD wyruszyła z więzienia na Łukiszkach w dwukilometrowy marsz w kierunku dworca. Po drodze do kolumny więźniów co rusz podchodziły kobiety szukające wśród przyszłych łagierników swoich krewnych i bliskich. Pomimo gróźb ze strony enkawudzistów te nieustraszone żony, siostry, matki i narzeczone zbliżały się do osądzonych i przekazywały im paczki z ubraniami i żywnością. Ten dramatyczny pochód katorżników i płaczących kobiet dotarł w końcu na dworzec. Do każdego z wagonów upychano po około 50 zesłańców. I wreszcie pociąg ruszył na wschód. Nasz dzisiejszy bohater wspomniał, że podczas podróży jedynym prowiantem przeznaczonym dla więźniów była woda, chleb oraz solone suszone ryby. Po kilku dniach podróży krajobraz widziany z małego okna wagonu stanowiącego jedyne połączenie łagierników ze światem zewnętrznym zaczął się zmieniać. Przestrzeń pustoszała. Było coraz mniej zabudowań. Wkrótce Świetlikowski ujrzał pierwsze obozy. Jawiły mu się jako wielkie kwadratowe domy ogrodzone drutem kolczastym2.

W końcu transport dotarł do tak zwanego punktu przesyłkowego w mieście Kotłas. Więźniów wyprowadzono z pociągu i pod nadzorem licznej eskorty zaprowadzono do wielkiej hali. Osadzeni i ich ubrania zostały poddane dezynfekcji. Po chwili łagiernicy mogli poczuć się jak ,,towar” na targu niewolników bowiem jak wspominał Paweł Świetlikowski:

Rozeszła się wnet pogłoska, że do Kotłasu przyjechali z terenu przedstawiciele różnych zakładów pracy po odbiór zamówionych wcześniej robotników. Nabraliśmy więc, jak widać, ceny handlowej: ktoś nas sprzedawał i ktoś nieznany nas kupował. Dwie tylko czekały nas rodzaje pracy – w kopalniach węgla kamiennego lub przy wyrębie lasu – przy czym oba były dla nas zagadką3.

Po krótkim pobycie w wyżej wspomnianym mieście więźniów znów spędzono do pociągów i zamknięto w tym samych bydlęcych wagonach, w których to przybyli z Wilna. Po kolejnych dziesięciu dniach morderczej podróży transport wileńskich akowców, wśród których znalazł się Świetlikowski dotarł do ,,miejsca przeznaczenia” – Workuty.

Katorżnik U-728

Transport dotarł na miejsce o 3 w nocy, mimo tego, gdy katorżnicy wysiedli z pociągów okazało się, że na zewnątrz trwa słoneczny dzień. W momencie przybycia do Workuty polscy więźniowie byli w opłakanym stanie. Osłabieni, zmęczeni i głodni Sybiracy zostali zaprowadzeni przed bramę wejściową jednego z łagrów. Wtedy też konwojenci przekazali dokumenty i więźniów strażnikom obozu. Rozpoczęło się żmudne liczenie i klasyfikowanie nowo przybyłych osadzonych. Po zakończeniu procesu zamknięto obozowe wrota. Paweł Świetlikowski od tego momentu niczym dawni więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych stracił swoją tożsamość. Od teraz dla sowieckiego systemu represji Polak stał się numerem, a dokładniej katorżnikiem numer U-728 łagru numer 6 Workuckiego Gułagu ,,Workut-Ugoł”, skrzynka pocztowa numer 175-22-6. Nazwa obozu wskazywała na los więźniów. Rosyjskie słowo ugoł czyli węgiel dowodziło, że katorżnicy zostaną skierowani do pracy w kopalniach węgla kamiennego. Po otrzymaniu nowego stroju rozpoczęło się kwaterowanie więźniów w barakach. W jednym budynku lokowano 100 osób. We wspomnieniach Pawła Świetlickiego możemy przeczytać:

Zbita z desek prycza oraz rodzaj szpitalnej, małej szafki to całe ,,umeblowanie” do dyspozycji więźnia. Po środku stały dwa prymitywne, drewniane stoły, oraz taborety do użytku ogólnego […] Do ogrzewania baraku służył murowany piec z cegieł przykryty stalową blachą, którą pomysłowi łagiernicy wykorzystywali jeszcze do zwalczania wszy4.

Mapa workuckiego systemu gułag sporządzona przez jednego z więźniów. Źródło: Helmut Schaefer, Geologe; Häftling im Arbeitslager Workuta, Leiter des Naturkunde-Museums in Görlitz, CC BY-SA 3.0 DE https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en, via Wikimedia Commons

Nasz bohater starał się jak najszybciej zaznajomić z zasadami panującymi w miejscu, w którym to finalnie przyszło mu spędzić następne 11 lat. Polak bardzo szybko dowiedział się kim byli tak zwani ,,stukacze”5. O fatalnych warunkach bytowych workuckiego łagru numer 6 świadczy fakt, iż prawie połowę z budynków stanowiły tak zwane stacjonary6. Jak podaje autor, na 3200 osadzonych w stacjonarach przebywało średnio 1300 osób. Hospitalizacja polegała przede wszystkim na zwolnieniu z obowiązku pracy. Pomimo głodowych racji żywnościowych więźniowie na różne sposoby starali się jak najdłużej zostać w obozowych szpitalach. Niejednokrotnie ryzykując zdrowiem i życiem tylko po to by nie zostać na nowo wysłanym do kopalń. Wkrótce grupa wileńskich akowców wraz z naszym dzisiejszym bohaterem miała na własnej skórze poznać kolejny rodzaj obozowych baraków.

Brutalny pokaz siły

Tym kolejnym rodzajem obozowego baraku był niejaki BUR7.Niedługo po przyjeździe akowców do Workuty przy ich barakach enkawudziści dokonali pewnego odkrycia. Mianowicie w dołach za barakami ,,zamieszkałymi” przez Polaków odkryto płytkie doły. W ów dołach znaleziono zaś noże obozowej produkcji. Około 30 więźniów w tym i porucznik Świetlikowski w ramach kary za próbę zorganizowania buntu w obozie zostali skazany na trzymiesięczny pobyt w wyżej wspomnianym baraku typu BUR. Tak wspominał to traumatyczne przeżycie:

Jeżeli pobyt w łagrze był ciężką karą i męczarnią to w BUR-ze musiało być jeszcze gorzej i ciężej. Uzyskiwano to przez całkowitą izolację, jeszcze bardziej głodowe racje żywnościowe oraz pozbawienie świeżego powietrza. To miejsce było postrachem dla wszystkich [..] Gdy po trzech miesiącach pobytu w BUR-ze wyprowadzono nas po raz pierwszy na świeże powietrze, nie mogliśmy się poznać. Stojąc na chwiejnych nogach z szara, pokrytą drobnym mieszkiem twarzą i zapadłymi jak u Azjatów policzkami patrzyliśmy na siebie, myśląc: Co oni z nas zrobili? Powrót do łagru, który był piekłem na ziemi, tym razem stał się dniem prawdziwego szczęścia8.

To ostatnie zdanie w dobitnie obrazuje jak tragicznym miejscem były baraki o zaostrzonym rygorze. Wysłanie grupy niewinnych Polaków do wyżej wspomnianego miejsca było brutalnym pokazem siły administracji obozowej. Ta manifestacja miała dowodzić, że enkawudzista w obozie jest panem życia i śmierci niezależnie od winy więźniów. Co gorsza, stalinowski system represji stworzył jeszcze jedno, gorsze od BUR-u miejsce. Był nim mianowicie karcer. Nasz dzisiejszy bohater również i w tym miejscu odosobnienia ,,miał przyjemność gościć”. Karcer był niczym innym jak malutkim pomieszczeniem znajdującym się w rogach BUR-u. Pomieszczenie o wielkości 6 metrów kwadratowych składało się jedyne z piętrowej pryczy i wiadra w rogu pełniącego oczywistą funkcję. Sprawiło to, że ściany tego okropnego miejsca były pokryte szronem. Karcer zatem kolokwialnie mówiąc był niczym innym jak lodówką do przetrzymywania niepokornych więźniów. Osadzeni znajdujący się w karcerze byli dodatkowo głodzeni. Przez pierwsze trzy dni na jedyny posiłek więźniów składało się: 300 gramów czarnego chleba wątpliwej jakości oraz kubek wrzątku. Po tym okresie jeśli katorżnik nie umarł wcześniej z zimna bądź głodu dostawał dodatkowo miskę wywaru z rzepy z elementami solonej, rozgotowanej ryby. W żargonie obozowym tę ,,zupę” nazywano bałandą. Tak więc początek pobytu Świetlikowskiego w workuckim łagrze był bardzo ciężki, a nie wspomnieliśmy jeszcze o głównym zajęciu katorżników – pracy.

anorama jednego z workukich gułagów. Źródło: http://www.thegulag.org, CC BY-SA 3.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0>, via Wikimedia Commons
Panorama jednego z workukich gułagów. Źródło: http://www.thegulag.org, CC BY-SA 3.0 https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0, via Wikimedia Commons

Trud katorżników na Syberii

W chwili przybycia Pawła Świetlikowskiego do Workuty, populacja tego ponurego miejsca liczyła około 100 tysięcy ,,mieszkańców”. W tym 90 procent ogółu stanowili więźniowie. Nie wszyscy byli jednak łagiernikami. Tych miała być mniej więcej połowa tj. 50 tysięcy osób. W momencie, w którym do tej tragicznej masy osadzonych dołączyli akowcy z Wilna workucki kompleks liczył sobie nieco ponad 20 kopalń węgla. W każdej z nich pracowało od 3000 do 3200 więźniów. Polscy katorżnicy szybko przekonali się, że dla oprawców z NKWD warunki pogodowe nie mają znaczenia. Więźniowie mieli po prostu pracować. Tak więc i mrozy sięgające – 50 stopni Celsjusza z zimy 1945/1946 (która na tej szerokości geograficzne zaczyna się bardzo szybko) czy też burze śnieżne z wiatrem osiągającym prędkość ponad 100 kilometrów na godzinę nie sprawiały przerwania prac w kopalniach. Okrutny dzień pracy rozpoczynał się już o 3 w nocy. Wtedy to na komendę padiom! wszyscy więźniowie zrywali się ze swoich prycz. Więźniowe po wykonaniu prac porządkowych byli spędzani na stołówkę, z której to udawali się do katorżniczej pracy w kopalniach. Ta nie dość, że była szalenie niebezpieczna9 to w warunkach tragicznych warunków bytowych i żywieniowych nadludzko ciężka oraz dodatkowo uwłaczająca. Uwłaczająca nie tylko ze względu na swój niewolniczy charakter. Dla wielu osadzonych w tym Polaków była to przede wszystkim praca na rzecz wroga i okupanta. Od pierwszych dni katorgi myśl ta towarzyszyła Świetlikowskiemu, który w swoich wspomnieniach napisał:

Więźniów oprócz ciężkich warunków bytowania i ponoszenia niesprawiedliwej i niezasłużonej kary, dobijała jeszcze jedna świadomość pracy dla wroga, która jak ciążąca zmora ciągle przypominała: pracujecie dla tych, którzy się nad wami znęcają. Zapewniacie im dobrobyt, aby żyli w dostatku, i gdy was tu zabraknie, znęcać się będą nad innymi, takimi jak wy!10

Nasz rodak szczęśliwie nie uległ żadnemu poważniejszemu wypadkowi w czasie katorżniczej pracy. Warto dodać, że przypadku Pawła Świetlikowskiego mowa o 11 latach spędzonych w workuckich kopalniach. W dzisiejszym tekście starliśmy się przybliżyć Państwu przede wszystkim drogę na katorgę oraz pierwsze chwile we wszechwładnym radzickim systemie GUŁAG-ów. Omawiany dziś przez nas weteran Armii Krajowej w ciągu tych 11 lat spędzonych w sowieckiej niewoli był świadkiem wielu wydarzeń, o których z pewnością nie omieszkamy w przyszłości wspomnieć.

  1. Świetlikowski P., Gułag Workuta: Raport oficera Armii Krajowej, Poznań, 1999, s. 17. ↩︎
  2. Ibidem., s. 86-87. ↩︎
  3. Ibidem., s. 88. ↩︎
  4. Ibidem., s. 89. ↩︎
  5. Było to żargonowe określenie odnoszące się do łagierników będących donosicielami. W zamian za współpracę z NKWD więzienie Ci otrzymywali dodatkowe racje żywnościowe i byli przydzielani do lżejszych prac. Karą za ten czyn była śmierć poprzez zasztyletowanie szukacza przez zamaskowanych więźniów. ↩︎
  6. Łagrowe szpitale, w których to przebywali niezdolni do pracy więźniowie. ↩︎
  7. BUR to skrót od rosyjskiego Barak Usielennowo Reżima. Były to baraki o zaostrzonym rygorze przeznaczone dla więźniów sprawiających zdaniem administracji obozowej trudności.   ↩︎
  8. Świetikowski P., Gułag Workuta…, s. 94-95. ↩︎
  9. Nasz dzisiejszy bohater na łamach cytowanej przez Nas dziś książki podaje, że w latach 1945-1948 liczba zmarłych w łagrach sięgała od 100 do 200 ofiar miesięcznie. ↩︎
  10. Świetikowski P., Gułag Workuta…, s. 100. ↩︎

Bibliografia:

  • Świetlikowski P., Gułag Workuta: Raport oficera Armii Krajowej, Poznań, 1999.
Przewijanie do góry
Przejdź do treści