Maharadża Digvijaysinhji z dziećmi i kobietami, uchodźcami z Polski, w Boże Narodzenie 1943

„Nie jesteście sierotami” – Balachadi i historia polskich dzieci Dobrego Maharadży

Autor:Marlena Bodo

W czasie, gdy Europa płonęła, a miliony ludzi traciły domy, rodziny i nadzieję, w zachodnich Indiach powstało miejsce, które dla setek polskich dzieci stało się prawdziwym azylem. Balachadi, czyli niewielkie osiedle położone niedaleko Jamnagaru, zapisało się w historii jako „Mała Polska pod palmami”. Opiekunem tego miejsca był indyjski władca Digvijaysinhji, nazwany przez swoich podopiecznych „Dobrym Maharadżą”. To on powiedział słowa, które dzieci zapamiętały na całe życie: „Nie uważajcie się za sieroty”.

Od Sybiru ku wolności

Historia polskich dzieci, które trafiły do Balachadi, zaczyna się dramatycznie. Po agresji III Rzeszy i Związku Sowieckiego na Polskę we wrześniu 1939 r., wschodnie tereny II Rzeczypospolitej znalazły się pod sowiecką okupacją. W latach 1939–1941 przeprowadzono masowe deportacje ludności cywilnej w głąb ZSRR. W bydlęcych wagonach wywożono całe rodziny (także najmłodszych). Syberyjskie ziemie, łagry i miejsca przymusowego zesłania oznaczały głód, choroby i śmierć. Wielu dorosłych nie przeżyło, pozostawiając po sobie tysiące osieroconych dzieci.

Przełom w sytuacji przymusowo wysiedlonych Polaków, nastąpił po ataku Niemiec na ZSRR i podpisaniu układu Sikorski–Majski w 1941 r. Dzięki „amnestii” dla obywateli polskich możliwa stała się ewakuacja części zesłańców wraz z formującą się Armią Andersa. Wiosną i latem 1942 r. dziesiątki tysięcy cywilów opuściły Związek Sowiecki i trafiły do Persji. Tam jednak pojawiło się pytanie: Co dalej, zwłaszcza z dziećmi, które nie miały już dokąd wracać?

Indyjska odpowiedź na polski dramat

Jednym z pierwszych krajów, które zadeklarowały pomoc, były Indie. Fundamentalną rolę odegrał maharadża Digvijaysinhji z księstwa Nawanagaru. Był to wykształcony arystokrata, dyplomata i polityk, a zarazem człowiek głęboko wrażliwy na ludzką krzywdę. Jego zainteresowanie Polską sięgało jeszcze lat 20., kiedy w Szwajcarii poznał Ignacego Paderewskiego. Kilkukrotnie widywał się on również z Władysławem Sikorskim podczas spotkań wojskowych, co umocniło go w przekonaniu, że Polacy chcą walczyć o swoją niepodległość. Rozmowy o losach zniewolonego narodu, wspólne doświadczenia walki o wolność oraz fascynacja polską kulturą sprawiły, że w czasie wojny Digvijaysinhji bez wahania odpowiedział na apel o pomoc.

Portret Digvijaysinhji
Portret maharadży Digvijaysinhji – źr. Wikipedia

Udostępnił teren w Balachadi, nieopodal swojej letniej rezydencji i wsparł powstanie Polish Children Camp, czyli osiedla przeznaczonego dla polskich dzieci-uchodźców. Pierwsza grupa przybyła tam w lipcu 1942 r. Na powitanie maharadża powiedział słowa, które stały się symbolem całej tej historii: dzieci miały nie czuć się porzucone, bo od tej chwili są częścią jego wspólnoty.

„Mała Polska” pod indyjskim niebem

Balachadi nie było zwykłym obozem uchodźczym. Zbudowano je na wzór harcerskiego miasteczka. Miało ono kilkadziesiąt parterowych baraków z czerwonymi dachami. Istniała tam kaplica, szkoła, pralnie, scena i plac apelowy z masztami, na których powiewała biało-czerwona flaga. Osiedle szybko zaczęto nazywać „Małą Polską”.

Mieszkały tam dzieci w wieku od dwóch do kilkunastu lat. Uczyły się, uczestniczyły w harcerskich zbiórkach, wystawiały przedstawienia teatralne i obchodziły polskie święta narodowe. Wychowanie opierało się na wartościach harcerskich, a więc dyscyplinie, wspólnocie i odpowiedzialności. Dla dzieci, które przeszły przez piekło zesłania, był to powrót do normalności (choć w zupełnie egzotycznym otoczeniu).

„Dobry Maharadża”

Digvijaysinhji nie ograniczał się do roli sponsora. Bywał w osiedlu regularnie, rozmawiał z dziećmi, interesował się ich nauką i problemami. Uczestniczył w akademiach, przedstawieniach i zawodach sportowych. Wspomina się go jako człowieka ciepłego, serdecznego i autentycznie zaangażowanego.

Maharadża Digvijaysinhji z dziećmi i kobietami, uchodźcami z Polski, w Boże Narodzenie
Maharadża Digvijaysinhji z dziećmi i kobietami, uchodźcami z Polski, w Boże Narodzenie 1943 – Autorstwa Alewis2388 – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=66085867

Szczególne znaczenie miały uroczystości harcerskie i patriotyczne. Podczas jednego z takich wydarzeń maharadża mówił o swojej wierze w przyszłą wolną Polskę i o tym, że duch narodu jest silniejszy niż przemoc i ucisk. Dla dzieci, które straciły rodziny i ojczyznę, były to słowa nadziei.

Drogi po Balachadi

Z czasem starszą młodzież zaczęto przenosić do większego osiedla w Valivade, gdzie panowały lepsze warunki do nauki. Balachadi stopniowo pustoszało, aż w 1946 roku zostało zamknięte. Maharadża osobiście żegnał dzieci na dworcu kolejowym. Wspomnienia tego rozstania pełne są wzruszenia – zarówno po stronie polskich wychowanków, jak i indyjskiego władcy.

Po wojnie losy dzieci potoczyły się różnie. Część wróciła do Europy, inni osiedlili się na emigracji. W komunistycznej Polsce historia Balachadi przez długie lata była przemilczana, bo nie pasowała do oficjalnej narracji o „braterskiej” pomocy ZSRR.

Pamięć, która wraca

Dopiero po 1989 r. możliwe stało się pełne upamiętnienie tej niezwykłej historii. W Balachadi odsłonięto pamiątkową tablicę w językach polskim i hindi. W Warszawie powstał Skwer Dobrego Maharadży, a w 2011 r. Digvijaysinhji został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP. Jego imię noszą szkoły, tramwaj i pomniki, które stanowią symbole wdzięczności Polaków za okazaną ich przodkom bezinteresowną pomoc.

Upamiętnienie w Warszawie na Skwerze Dobrego Maharadży

Historia Balachadi przypomina, jak ważne są gesty solidarności. „Nie jesteście sierotami” – te słowa, wypowiedziane przez indyjskiego maharadżę do polskich dzieci, pozostają jednym z najpiękniejszych świadectw człowieczeństwa XX wieku.

Przewijanie do góry
Przejdź do treści