Wszędzie, gdzie dotarła okupacja niemiecka podczas II wojny światowej, pojawiły się miejsca naznaczone śmiercią niewinnych ludzi. W przypadku Wilna, w którym wielokrotnie zmieniał się podczas wojny okupant, takim miejscem są Ponary. W urokliwych lasach na obrzeżach miasta Niemcy i litewscy kolaboranci dokonali masakry dziesiątek tysięcy ludzi.

Niedoszłe letnisko i skład paliw
Las w dawnej podwileńskiej wsi Ponary (obecnie część miasta) w międzywojennej Polsce przyciągał ludzi szukających wypoczynku na łonie natury. Wioska posiadała cechy letniskowe i wobec tego planowano budowę tutaj kurortów uzdrowiskowych, niczym w Nałęczowie czy Krynicy. Plany te przerwał jednak wybuch wojny, ale miejsce to wcale nie pozostało zapomniane. Nowe zastosowanie dla ponarskiego lasu znaleźli sowieccy okupanci. Ze względu na przebiegającą przez Ponary linię kolejową rozpoczęto tu budowę podziemnych składów paliwa lotniczego dla Armii Czerwonej. Nie została ona jednak ukończona z powodu ataku Niemiec na ZSRS i zajęcia Wilna przez Niemców. Ci zaniechali prac przy składzie paliw, ale znaleźli inne zastosowanie dla częściowo wykopanych już w ziemi składów.
Przygotowanie miejsca kaźni
Wkrótce po wkroczeniu Niemców do Wilna w 1941 roku nowi okupanci zaczęli szukać dobrego miejsca pod miastem, do eliminowania osób uznanych za wrogie dla Rzeszy. Ponary były doskonałe, ze względu na głębokie wykopy w ziemi, które miały być podstawą dla składów paliw oraz przebiegającą tędy linię kolejową. Lasy na uboczu dobrze ukrywać miały przeznaczenie tego miejsca. Niemcy zabezpieczyli dodatkowo ten obszar otaczając go drutem kolczastym oraz zaminowując w niektórych miejscach. Okolicznych mieszkańców- głównie Polaków- ostrzeżono, że za zbliżanie się do miejsca kaźni grozić będzie kara śmierci. Na miejscu na stałe wartę pełnili Litwini z Ypatingasis būrys- czyli pracującej dla Niemców specjalnej jednostki policyjnej przeznaczonej do „zadań specjalnych”, czyli egzekucji. Powszechnie znani są oni jako strzelcy ponarscy lub szaulisi. Machina masowych mordów w Ponarach ruszyła już w lipcu 1941, a więc kilkanaście dni po zajęciu miasta przez Niemców.
Doły śmierci pod Wilnem
Dokumenty wskazują, że już 4 lipca doszło do pierwszych mordów w lesie ponarskim, a więc nie minął nawet miesiąc niemieckiego panowania w Wilnie, a już ruszył przemysł śmierci. Ofiarami pierwszych egzekucji byli miejscowi Żydzi, a już od samego początku brudną robotę wykonywali głównie Litwini z Ypatingasis būrys. Natomiast pierwsi Polacy zginęli w tym miejscu prawdopodobnie we wrześniu 1941 roku. Jednocześnie w tym miejscu ginęli także sowieccy jeńcy wojenni, działacze komunistyczni różnych narodowości, Cyganie oraz nawet Litwini sprzeciwiający się władzy niemieckiej. Oprawcy, głównie litewscy kolaboranci, wykazywali się dużym sadyzmem i z chętnie męczyli ofiary przed rozstrzelaniem, na przykład szczując ich psami. Początkowo ginęli tu głównie mężczyźni, lecz jeszcze w 1941 roku zaczęły tu ginąć także kobiety i dzieci- głównie żydowskiej narodowości. W latach 1941-1944 w kilku etapach wymordowano w Ponarach około 80 tysięcy ludzi, chociaż nie są to dane ostatecznie potwierdzone.
Obecne ustalenia wskazują na 72 tysiące ofiar żydowskich, około 5 tysięcy jeńców sowieckich, około 2 tysięcy Polaków, około tysiąca działaczy komunistycznych i litewskich wrogów władzy niemieckiej oraz kilkudziesięciu Romów. Jeśli chodzi o ofiary polskie, to były to osoby aresztowane za działalność w ruchu oporu czy też ofiary łapanek, będących odwetem za działania podziemia. Ginęli też przedstawiciele polskiej inteligencji, którzy przetrwali wcześniejszą okupację sowiecką. Co ciekawe, rozstrzelanych zostało tu około 100 Litwinów z Litewskiego Korpusu Lokalnego- formacji wojskowej walczącej z polską AK. Po przegranej bitwie z Polakami pod Murowaną Oszmianką Niemcy uznali tą jednostkę za nieprzydatną i postanowili wcielić ją bezpośrednio do swoich sił. Litwini odmówili i z tego powodu duża część z nich zginęła w Ponarach zabita zapewne przy pomocy swoich rodaków z Ypatingasis būrys. Doły śmierci pod Wilnem zapełnione były tysiącami trupów, które stanowiły jawny dowód okrucieństwa Niemców. Wobec zbliżającego się frontu postanowiono zatrzeć ślady zbrodni.
Akcja 1005
Od listopada 1943 do czerwca 1944 roku na terenie ponarskich dołów śmierci prowadzone były masowe akcje palenia zwłok tysięcy pomordowanych. W tym celu Niemcy sprowadzili 44 Żydów, 38 jeńców sowieckich i jeden Polak. Więźniowie zakwaterowani byli na stałe na terenie ponarskiego lasu, w jednym z głębokich ziemnych dołów, gdzie zbudowali sobie prowizoryczny obóz. Na górę mogli wydostać się tylko po drabinie. Ta garstka nieszczęśliwców musiała odkopać i spalić na specjalnych stosach dziesiątki tysięcy rozkładających się zwłok. Po wszystkim rozbijano jeszcze niespalone kawałki kości na proch. Więźniowie, spodziewając się co ich czeka, spróbowali ucieczki. W nocy z 15 na 16 kwietnia 1944 dzięki wykopanemu tunelowi udało się skutecznie uciec 11 osobom, kilkunastu innych zginęło podczas próby ucieczki. Pozostali zostali wymordowani przez Niemców tuż przed nadejściem frontu w lipcu 1944 roku.
Przywracanie pamięci
Po wojnie władze sowieckiej Litwy nie przykładały dużej wagi do godnego upamiętnienia miejsca kaźni w Ponarach. W ciągu lat pojawiło się kilka mniej lub bardziej oddolnych upamiętnień, ale dopiero w latach 80-tych teren uporządkowano i wybudowano pomnik oraz niewielkie muzeum. Do upadku ZSRS nastąpił proces budowania pomników reprezentujących różne grupy ponarskich ofiar. Powstała kwatera polska, żydowska, litewska, romska, a nawet pojedynczy nagrobek jednej z w pełni zidentyfikowanych ofiar. Wszystkie ważne miejsca opisane są w czterech jęzkach, w tym po polsku.Rodziny polskich ofiar utworzyły Stowarzyszenie Rodzina Ponarska. Obecnie Ponary są zadbanym miejscem pamięci, obowiązkowym do odwiedzenia podczas wizyty w Wilnie.






