Postać marszałka Józefa Piłsudskiego kojarzy się nieodzownie ze staropolskimi dworkami. Twórca niepodległej Polski urodził się we dworze w Zułowie, a jako Naczelnik Państwa mieszkał w dworku w podwarszawskim Sulejówku. W jego życiu ważną rolę odegrał jednak jeszcze jeden majątek dworski, najbardziej z tych trzech dzisiaj zapomniany – w Pikieliszkach, pełniący funkcję jego letniego domu.
Uroczy dworek nad dzikim jeziorem
Na historię majątku dworskiego w Pikieliszkach trafiłem kilka lat temu, czytając „Pamiętnik Adiutanta Marszałka Piłsudskiego”, będący wspomnieniami Mieczysława Lepeckiego. Byłem zaskoczony słysząc o kolejnym dworku marszałka, w dodatku będącym miejscem w którym spędzał dużo czasu i nawet przyjmował tu zagranicznych dyplomatów. We wspomnieniach Lepeckiego majątek w Pikieliszkach jawił się jako uroczy dworek położony nad zielonym i dzikim jeziorem w dość bezludnej okolicy, niedaleko ówczesnej granicy z Litwą. Książka ta mnie zainspirowała, ale początkowo musiałem ograniczyć się do czytania o dworku w Internecie.

Niedaleko ukochanego Wilna
Z powszechnie dostępnych informacji wynika, iż majątek dworski w Pikieliszkach liczył obszar obejmujący 35 hektarów ziemi ornej, 25 hektarów łąk oraz 73 hektary jeziora o nazwie Żełosa. Majątek nabyli wspólnie Józef z żoną Aleksandrą, w ramach nadawania ziemi bohaterom zasłużonym w walkach o odzyskanie niepodległości. System ten znany był jako osadnictwo. Piłsudscy zastali dworek i otaczający go park w złym stanie i musieli włożyć wiele wysiłku w jego remont. Szybko stał się ich ukochaną letnią rezydencją. Marszałek uwielbiał spacery nad brzegiem jeziora oraz rozmyślanie w altanie położonej nad samą wodą. W miesiącach letnich przyjeżdżali tutaj do niego ministrowie, generałowie, a nawet zagraniczni dyplomaci.
Państwu Piłsudskim towarzyszyły oczywiście córki. Pikieliszki leżały niedaleko ukochanego przez marszałka Wilna, blisko ówczesnej granicy polsko-litewskiej. Po śmierci Piłsudskiego Pikieliszki nadal należały do jego żony i córek, ale te nie chciały wracać do miejsca, gdzie wszystko przypominało o Józefie. Zamiast tego wybudowały dla siebie letni dworek w Wólce Pietkowskiej na Podlasiu, zachowany resztą do dzisiaj. W roku 1940 po wkroczeniu na te tereny wojsk sowieckich majątek został znacjonalizowany. Przez kolejne dekady mieścił się w nim szpital, a później kołchoz. Obecnie znajduje się tu biblioteka, a odnowiony park jest publicznie dostępny.
Drewniana ławka nad samą wodą
Po kilku latach snucia planów dotarłem wreszcie do Pikieliszek, podczas dłuższego pobytu na Litwie. Wybrałem go zamiast odwiedzenia Zułowa, gdzie marszałek się urodził, i nie pożałowałem. Dotarcie na miejsce nie stanowi problemu, parking znajduje się tuż obok dworku. Przy wejściu pociesza obecność tablic informacyjnych w językach litewskim i polskim. Nie jest to zresztą przypadek, gdyż większość mieszkańców Pikieliszek do dzisiaj stanowią Polacy. Przekonałem się osobiście o tym, podczas wizyty w lokalnym sklepie oraz restauracji. Na jednej z tablic znajduje się informacja o Józefie Piłsudskim i okresie kiedy był on właścicielem majątku. Do dworku prowadzi zadrzewiona aleja, z przed budynkiem znajduje się klomb. Sam dwór obecnie jest solidnym murowanym gmachem, ładnie odnowionym. Znajduje się w nim biblioteka, o czym informuje również dwujęzyczna tablica. Niestety w dniu mojej wizyty była ona zamknięta, ale w środku i tak nie ma oryginalnych mebli czy wystawy poświęconej historii budynku.
Obok dworu stoi mała oficyna, gdzie niegdyś mieszkała ochrona marszałka. Po przejściu na tyły dworku zrozumiałem, dlaczego to miejsce tak urzekło Piłsudskiego. Tylne wyjście prowadzi wprost na pomost na jeziorze. Obok pomostu jest altana, ale ta akurat jest współczesna. Widok jest doprawdy przepiękny. Można sobie wyobrazić śniadanie jedzone przez rodzinę Piłsudskich w tym miejscu. Następnie przeszedłem dalej w lewą stronę, tak jak prowadziły alejki również w dawnych czasach. Po krótkim spacerze nad oczyszczonym z chaszczy brzegiem jeziora dotarłem do miejsca, gdzie powinna się kiedyś znajdować ukochana altanka Piłsudskiego. Obecnie jest tutaj trawiasta plaża skryta w cieniu wysokich sosen. Nad samą wodą stoi drewniana ławka. Siedząc na niej ma się stopy zanurzone w wodzie. W tym właśnie miejscu spędziłem kilka godzin.

Magia Pikieliszek
Uległem magii Pikieliszek i całkowicie zrozumiałem przywiązanie marszałka do tego miejsca. Woda w jeziorze była czysta, chociaż dno trochę muliste. Osobiście wszedłem do wody tylko po kolana, ale obok mnie odważnie kąpała się kilkuosobowa rodzina, mówiąca mieszanką litewskiego i rosyjskiego, wtrącając jeszcze słówka polskie. Po drugiej stronie jeziora z pewnością usłyszałem pływającą na łodzi rodzinę z Polski. Tak więc nasi rodacy z ojczyzny docierają w to miejsce. W całym parku nad jeziorem ludzie wypoczywali na kocach w cieniu drzew. Widać, ze park cieszy się dużą popularnością wśród lokalnych mieszkańców. Opuściłem Pikieliszki późnym wieczorem, ale obiecałem sobie wrócić tu w przyszłości.






