Źródło: wygenerowane za pomocą sztucznej inteligencji

Jan Chryzostom Bąkowski – Polak, o którym zapomniano

Autor:Piotr Ewertowski

Jan Chryzostom Bąkowski to polski jezuita i misjonarz, którego już w 1935 r. ks. Józef Krzyszkowski nazwał „zapomnianym polskim misjonarzem XVIII w.”. Fakt, że ciężko znaleźć o nim wiele informacji czyni tę postać jeszcze bardziej intrygującą.

Na szczęście uparci w poszukiwaniach znajdą nie tylko kilka faktów i źródeł na temat jego życia, lecz także jego listy – zachowało się ich kilka. Online udało mi się znaleźć dwa jego autorstwa, których treść dotrwała do naszych czasów. To pozwala wniknąć nieco w jego myśli, osobowość i przeżycia. Zobaczyć trochę więcej, kim był Jan Bąkowski. Znane są również odpowiedzi na jego pisma, które się nie zachowały.

Jeden z listów przetrwał po polsku w przekładzie (prawdopodobnie) Franciszka Bohomolca, jezuity i pisarza, w zbiorze Listów różnych. To pismo z dnia 26 lutego 1706 roku słane z Évory w Portugalii do o. Gabriela Hevenesiego SJ, przełożonego jezuitów austriackich. Opisuje w nim swoją radość z powodu zbliżającego się wyjazdu do Chin oraz obyczaje portugalskie, które czasem wydają mu się dziwne.

List ten znajduje się również po niemiecku w zbiorze listów Neue Welt-Bott. Tam też umieszczono drugi list Bąkowskiego w języku niemieckim, tym razem słany z Kantonu w Chinach i datowany na 9 kwietnia 1723 roku (niektóre wzmiankowane przez jezuitę rzeczy mogą sugerować, że w rzeczywistości jest to nieco późniejsza korespondencja, ale dla naszego artykułu nie jest konieczne roztrząsanie tego). Adresata nie znamy. Zresztą wydaje się, że to raczej wyjątek z listu niż jego całość. Możemy w nim zobaczyć odbicie pewnego napięcia pomiędzy zadaniem misjonarzy a interesami państw europejskich, pod których protektoratem działają.

List Bąkowskiego z Neue Welt-Bott, vol. 8, 1726. Źródło: zdigitalizowane przez Bayerische Staatsbibliothek, s. 24 (nr listu: 200), https://www.digitale-sammlungen.de/en/view/bsb10869393?page=36,37
List Bąkowskiego z Neue Welt-Bott, vol. 8, 1726. Źródło: zdigitalizowane przez Bayerische Staatsbibliothek, s. 24 (nr listu: 200), https://www.digitale-sammlungen.de/en/view/bsb10869393?page=36,37

Misjonarz prowincji austriackiej

Czytelnika może zastanawiać, dlaczego posiadamy listy Bąkowskiego w języku niemieckim, w tym jeden adresowany do austriackiego prowincjała. Otóż, należał właśnie do tej prowincji. Cały czas utożsamiał się jednak z Polską i pochodził z ówczesnego województwa sieradzkiego w Królestwie Polskim. Urodził się 22 lipca 1672 roku w Wikłowie, niedaleko Częstochowy, ale wciąż w ramach województwa sieradzkiego. Do Towarzystwa Jezusowego wstąpił 27 października 1693 roku, prawdopodobnie w Graz. Pozostaje do dzisiaj zagadką dlaczego zdecydował się przyłączyć do prowincji austriackiej. Być może uczył się w kolegiach jezuickich na tym terenie? A może z jakichś powodów nie chciano go przyjąć w Polsce? Jakikolwiek byłby powód, na razie jest to nie do rozstrzygnięcia. Chyba że odnajdą się kolejne jego listy, gdzie zwierza się z tych przyczyn.

Starał się o wyjazd na misje, na którą otrzymał zgodę generała w liście z 11 kwietnia 1705 roku. Pismo to zachowało się w przeciwieństwie do jego petycji, która mogłaby wiele powiedzieć nam o jego motywacjach. Natomiast we wspomnianym liście do o. Hevenesiego z Portugalii wspomina, że wieść o statku, który ich zabierze z Lizbony do Chin, była dla niego radosna i długo wyczekiwana.

Przy okazji opisuje portugalskie obyczaje, które wydają mu się zaskakujące, w tym inne – chyba dość luźniejsze – zasady wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych oraz powszechna praktyka biczowania się, która dla Bąkowskiego była „odpychająca”. Zauważa, że młodzież jest dość awanturnicza i dużo jest ulicznych bójek, które czasem kończą się śmiercią. Kobiety zamężne z kolei prawie nie mogą same wychodzić z domu, a kiedy wychodzą twarz mają niemal całkowicie zasłoniętą. Na dodatek ich mężowie nie pozwalają im rozmawiać z innymi mężczyznami, z tego powodu nazywa ich „bardzo zazdrosnymi”.

Bąkowski w Chinach

Do Makau, portugalskiej kolonii, dopłynął w 1707 roku. Potem pracował w różnych prowincjach Państwa Środka, głownie nadmorskich – od Shandongu po Guangdong. Pracował dobrze i cieszył się społecznym szacunkiem lokalnych elit, co potwierdza chociażby list o. Girolamo Franchi SJ, słany z Jinan w prowincji Shandong z 10 października 1710 roku. Pisał on, że o. Bąkowski „wielką sobie u mandarynów zjednał łaskę”, co przyczynia się jednocześnie do mocnego drenowania zakonnych funduszy. Z przyjacielskimi relacjami związane były bowiem częste wizyty i związane z tym tradycyjnie w Chinach kosztowne podarunki.

Czas jego pobytu w Państwie Środka przypadł na niepomyślne dla Towarzystwa Jezusowego rozstrzygnięcie sporu o tzw. ryty chińskie oraz metodę akomodacyjną, która polegała na uznaniu niektórych tradycyjnych obrzędów oraz zwyczajów chińskich za możliwe do pogodzenia z chrześcijaństwem. Wyrażała się ona w dość daleko idącej, dzisiaj byśmy powiedzieli, inkulturacji. Zakaz ich stosowania przez Rzym oraz nieumiejętne zakomunikowanie tego faktu przez legata papieskiego cesarzowi doprowadziły do coraz większych prześladowań młodego Kościoła w Chinach. Jan Bąkowski do niektórych regionów musiał zacząć dostawać się potajemnie, bez wymaganej zgody. Raz nawet otarł się o śmierć, gdy musiał uciekać przed wściekłym tłumem, który chciał go ukamienować w Hangzhou (miasto, które było tak mocno zachwalane przez Marco Polo kilka wieków wcześniej). Uszedł do Kantonu (Guangzhou), gdzie schroniło się wielu innych misjonarzy. Wkrótce bowiem nadszedł dekret nowego cesarza Yongzhenga, który zakazał chrześcijaństwa niemal na całym terytorium państwa.

Kanton ok. 1750 roku, fot. z materiałów Uniwersytetu w Lejdzie, Domena Publiczna via Wikimedia Commons
Kanton ok. 1750 roku. Źródlo: ze zbiorów Uniwersytetu w Lejdzie, Domena Publiczna via Wikimedia Commons

Ojciec Bąkowski nie miał zamiaru stosować się do zakazu. Udawał się w inne miejsce w sekrecie. W 1726 roku odnotowano jego działalność w mieście Songjiang (dzisiaj jedna z dzielnic Szanghaju). Aż do 1731 roku skutecznie się ukrywał, kiedy to go aresztowano i wygnano do Kantonu.

Wokół listu jezuity z Kantonu

Nie jest przypadkiem, że Kanton pozostawał długo jednym z miejsc, gdzie misjonarze mogli przebywać i operować. Po pierwsze, to miejsce relacji handlowych z Europejczykami (Portugalczycy mieli swoją kolonię w Makau), po drugie nowy zarządca prowincji Guangdong Yang Lin bardzo lubił przebywać w towarzystwie obcokrajowców. Był zatem stosunkowo przyjaźnie nastawiony również do misjonarzy.

Nowy wicekról tej prowincji, Kantonu, choć wciąż jeszcze jest poganinem, okazuje się jednak jawnym przyjacielem i miłośnikiem wiary chrześcijańskiej, którą przy każdej okazji z gorliwością wychwala. Wszystkich misjonarzy, bez różnicy, chętnie przyjmuje i wysłuchuje; odwiedził też wszystkie tutejsze kościoły chrześcijańskie wraz z ich kapłanami. Wszyscy jego słudzy i krewni z krwi rzeczywiście wyznają chrześcijaństwo

– miał pisać Bąkowski w swoim liście datowanym na 1723 rok.

Ciężko powiedzieć, czy nie jest to wersja nieco przesadzona. Faktem pozostaje, że Yang Lin lubował się w towarzystwie Europejczyków oraz ich cenił. Niestety dla misjonarzy, wkrótce zmarł. Nie zmienia to faktu, że wciąż mogli się czuć w Kantonie bezpiecznie – chociażby ze względu na wspomniane stosunki handlowe.

W związku z przybyciem statku nowopowstałej z inicjatywy Habsburgów Kompanii Ostendzkiej stwierdza, że „niektórzy Europejczycy patrzą krzywym okiem na okręt cesarski z Ostendy, który zawinął do tego portu”. Wyraża obawy pewnych misjonarzy, że choć z jednej strony może to pomóc chronić ich działalność ewangelizacyjną, to z drugiej cesarz Karol VI Habsburg może chcieć przejąć protektorat nad misjami (skądinąd wiemy, że sam Bąkowski o taki protektorat cesarstwa nad niemieckimi misjonarzami zabiegał) i całkowitą kontrolę nad handlem. Domyślać się możemy, że mogłoby dojść do konfliktu między świeckimi interesami Habsburgów a głoszeniem Ewangelii, a także niekorzystnej dla Kościoła rywalizacji pomiędzy państwami europejskimi o dostęp do chińskich portów. Jak wiemy, ostatecznie żywot Kompanii Ostendzkiej nie trwał długo.

Bąkowski – Polak wśród misjonarzy Dalekiego Wschodu

Jeszcze tego samego roku o. Jan Chryzostom Bąkowski postanowił wyjechać na Filipiny. Tam najprawdopodobniej prowadził działalność duszpasterską wśród migracji chińskiej w Manili, która zamieszkiwała dzielnicę Parián. Nie zabawił na wyspach długo. Już w 1732 roku do Wiednia dochodzą wieści, że o. Jan Bąkowski zmarł w Manili. Później pamięć o nim niemal całkowicie się zatarła. Jeśli ktoś pisał coś o nim, to głównie byli to autorzy zagraniczni. W polskich publikacjach naukowych jest wzmiankowany okazjonalnie. Być może odkryte zostaną kiedyś źródła, które pomogą rzucić większe światło na postać Bąkowskiego. Z tych szczątków, które mamy, można dostrzec, że jego życie było barwne i pełne przygód. Nie bał się ryzykować życiem dla misyjnego dzieła, dla którego przybył do Chin.

Przewijanie do góry
Przejdź do treści