Kongres wiedeński zdeterminował kształt walki Polaków o niepodległość na cały wiek. W jego wyniku większa część Wielkopolski weszła w skład Królestwa Prus, tworząc formalnie autonomiczne, Wielkie Księstwo Poznańskie. Poza tytularną stolicą tego tworu, pod władzą Berlina znalazły się takie miasta jak Gniezno, Leszno, Śrem, Września, Ostrów i Środa Wielkopolska. Zaś w skład zależnego od cara Królestwa Polskiego, zwanego również Kongresowym, weszła wschodnia część dawnego województwa kaliskiego z Kaliszem, Pyzdrami oraz Koninem. Ten nienaturalny podział zdeterminował na trwałe losy Wielkopolan, wtłaczając ich w dwa różne systemy państwowe. Oddziałało to także na charakter ich zaangażowania w walce o niepodległość i zachowanie polskości. To teren Kongresówki stał się główną areną powstań i konspiracji niepodległościowych. Nie inaczej było w dobie powstania styczniowego lat 1863-1864.
Nie znaczy to równocześnie, że szeregów powstańczych nie zasiliła liczna grupa ochotników z zaboru pruskiego. Warto zauważyć, że udziałem w insurekcji styczniowej mogło pochwalić się wielu późniejszych, prominentnych działaczy pracy organicznej w Poznańskiem, jak chociażby Teodor Teofil Matecki oraz Roman May. Za emblematyczną dla zaangażowania Polaków z zaboru pruskiego w czyn powstania 1863 roku można uznać historię oddziału dowodzonego przez Léona Younga de Blankenheima. Szlak bojowy partii prowadzonej przez tego francuskiego pułkownika posłuży mi jako swoiste pars pro toto dziejów Wielkopolan w powstaniu styczniowym.
Ochotnik znad Sekwany
Sam de Blankenheim nie miał przed rokiem 1863 jasnych związków ze sprawą polską. Urodził się w 1837 roku w szampańskim Chaumont, jako syn naturalizowanego we Francji pruskiego porucznika Karla Mathiasa Juncka, kawalera Legii Honorowej oraz Camille Leocadie de domo Audry. Niekiedy Léon był tytułowany hrabią, jednak nie da się jasno potwierdzić jego arystokratycznego pochodzenia. Informacje o francuskiej młodości naszego bohatera są niezwykle skromne. Chwiejna jest także pisownia jego nazwiska, gdyż występuje on w źródłach z epoki jako Jounck, Yunck lub Jung. Z pewnością pozostał on wierny tradycji rodzinnej, podejmując karierę wojskową. Do roku 1863 dosłużył się rangi podporucznika w 28. pułku piechoty liniowej.
Przełomem w jego życiu stał się wybuch powstania w dalekiej Polsce, który żywo poruszył nastawioną wolnościowo opinię publiczną nad Sekwaną. To mogło wpłynąć na młodego oficera, który jak się zdaje z powodów ideowych wyraził swój akces do polskiej insurekcji. Oficjalnym powodem złożenia przez niego dymisji z armii była chęć walki z Rosją. Warto pamiętać, że Francja toczyła z Imperium Romanowych zwycięską wojnę krymską w latach 1853-1856.
Z Blankenheimem skontaktowali się członkowie Wielkiej Emigracji, związani z Hotelem Lambert i Komitetem Narodowym Polskim. Stanowił on część szerszej grupy przynajmniej czterdziestu trzech francuskich wojskowych, którzy zostali zwerbowani przez otoczenie Władysława Czartoryskiego, syna nieżyjącego od kilku lat księcia Adama Jerzego. Sam Young opuścił stolicę Francji 14 marca 1863 roku. Legitymując się fałszywymi dokumentami zapewnionymi przez paryskich Polaków, wyruszył koleją do Poznania. W sześć dni później spotkał się tam z hrabią Janem Kantym Działyńskim, wielkopolskim arystokratą, stojącym na czele nieformalnego Komitetu Poznańskiego, organizującego na terenie zaboru pruskiego wsparcie w postaci broni, funduszy i ochotników dla walczącej Kongresówki. Dowództwo jednego z formowanych oddziałów powstańczych powierzono właśnie Youngowi, a w partii tej prócz Wielkopolan znalazło się także kilku innych ochotników znad Sekwany. Francuz był także typowany na nowego głównodowodzącego sił polskich na Mazowszu.
Na powstańczym szlaku
Koncentracja owego oddziału następowała w okolicach Brodowa koło Środy Wielkopolskiej, gdzie we dworze sztab swój rozlokował Blankenheim. Wydaje się, że liczebność i stan uzbrojenia formującej się zawiodły oczekiwania dowódcy. W liście pisał on, że połowa [ochotników] nawet nie ma dobrych drągów w ręku. Mimo to 18 kwietnia francuski pułkownik przekroczył granicę prusko-rosyjską w okolicach Powidza na północ od Słupcy, prowadząc około stuosobowy oddział.

Historia zaangażowania młodego dowódcy w walki powstańcze okazała się krótka, lecz intensywna, pełna momentów bohaterskich i dramatycznych. Z początku sprzyjało mu szczęście. Pod komendę Younga oddało się kilku walczących we wschodniej Wielkopolsce dowódców, dzięki czemu prowadzona przez niego partia w szybkim czasie rozrosła się do pięciuset, a później tysiąca ludzi. W dalszym ciągu jednak nie osiągnięto zakładanej przez Komitet Działyńskiego liczebności tysiąca dwustu żołnierzy.
Pierwsze dni po wkroczenia do zaboru rosyjskiego zeszły Youngowi na konsolidacji sił oraz marszach i kontrmarszach w rejonie przygranicznym. Potem zaś ruszył w rejon Kujaw, gdzie 26 kwietnia na pobojowisku pod Nową Wsią starł się z siedmiuset żołnierzami rosyjskimi, pod dowództwem majora Nelidowa. Opis owej bitwy pozostawił w liście jeden z podkomendnych Younga Victora-Alexandre’a Vayssière’a:
Szliśmy aż do 26 kwietnia nie napotykając nieprzyjaciela, tego zaś dnia ścigaliśmy go od godziny czwartej rano aż do południa. Nie sposób odmalować entuzjazmu panującego w oddziale; Young [Junck] był wspaniały, zatknął swoją policyjną czapkę (kepi) na ostrzu szabli i krzyczał „naprzód”; zelektryzowana tym posunięciem Younga, który sam ruszył pierwszy, kolumna jak jeden mąż natarła na Rosjan, którzy zostali kompletnie pobici. Nasze straty wyniosły zabitych i około 40 rannych, ale Rosjan, którzy usłali pole, było co najmniej 200, czy to zabitych, czy rannych, czy wziętych do niewoli.
Opis ten może wskazywać niewątpliwą charyzmę Younga, który swoim przykładem tchnął ducha w swoje szeregi, z drugiej strony można traktować to jako objaw ryzykanctwa. Warto też zwrócić uwagę na pojawiające się w relacji czerwone kepi stanowiące emblematyczny dla Younga element munduru, który został zapamiętany przez podkomendnych i pojawiał się często w relacjach prasowych. Należy podkreślić, że bitwa pod Nową Wsią zakończyła się niewątpliwym sukcesem powstańców, mimo tego, że straty rosyjskie podane Vayssière’a wydają się przesadzone.
Równocześnie w efektach tego zwycięstwa można dopatrzeć się zaczątków rychłej klęski oddziału Younga. Jego rosnąca popularność, połączona z aspiracjami do objęcia funkcji komendanta powstania na Mazowszu doprowadziła do konfliktu z jego formalnym zwierzchnikiem Józefem Alojzym Seyfriedem, który w efekcie tego ambicjonalnego sporu odłączył się od partii wyprowadzając ze sobą znaczną grupę powstańców. W tych warunkach Young musiał cofnąć się na południe w celu reorganizacji oddziału.
29 kwietnia podczas postoju w okolicach miasteczka Brdów partia Younga, licząca wówczas jedynie pięciuset ochotników, została zaskoczona przez trzykrotnie liczniejszą kolumnę rosyjską pod wodzą generała Kostandy. Sytuacji powstańców nie polepszył ulewny deszcz w wyniku, którego zamokły zapasy amunicji. W tych warunkach Blankenheim zdecydował o desperackim ataku kosynierów, których sam poprowadził. Poległ trafiony rosyjską salwą. Miał niespełna dwadzieścia sześć lat. Pozbawiony swojego dowódcy oddział zaczął się cofać, później zaś poszedł w zupełną rozsypkę.
***
Po bitwie dokonano obdukcji zwłok sześćdziesięciu ośmiu powstańców. Sam Young został złożony na cmentarzu w Brdowie, zaś jego trumnę wg relacji wspomnianego już Vayssière’a miała nieść miejscowa szlachta. Znane są też wzmianki o żałobie noszonej przez wielkopolskich ziemian po poległym Francuzie. W poznańskim kościele św. Marcina odbyło się zaś nabożeństwo za jego duszę podczas którego odśpiewano Boże Coś Polskę. Wszystko to nie uszło uwagi policji pruskiej.


Historie wziętych do niewoli podkomendnych Younga potoczyły się różnie. Wielu z nich trafiło do twierdzy w Kaliszu, skąd zostali zesłani na Sybir. W grupie tej znalazło się też sześciu Francuzów. Los ten ominął Mieczysława Leitgebera, późniejszemu znanemu poznańskiemu księgarzowi, wydawcy i działaczowi społecznemu, który poświęcił większość życia edukacji i unarodowieniu ludu wielkopolskiego. Tyle szczęścia nie miał natomiast syn znanego wybitnego organicznika i powstańca listopadowego Karola Libelta również Karol, który poległ pod Brdowem.
W późniejszych miesiącach postać Léona Younga de Blankenheima prędko zyskała pośmiertną sławę. Młodość i idealizm francuskiego wojskowego, jak również bohaterska śmierć przyczyniły się do tego, że wszedł on na trwałe do legendy zrywu styczniowego. Dziś, gdy pamięć o tych wydarzeniach nieco zatarła się już przez 160 lat warto wyciągnąć ponownie tę postać przybysza z dalekiej Francji, który poświęcił swe życie w imię walki o naszą i waszą wolność.



