Logio Radio POLONEWS

Być człowiekiem za granicą – rozmowa z Dorotą Fischer, dziennikarką polonijną i członkinią kapituły konkursu „Polak Roku we Włoszech i na Świecie”

Autor:Marlena Bodo

W konkursie „Polak Roku we Włoszech i na Świecie” wyróżniane są osoby, które poza granicami kraju działają na rzecz polskiej kultury, społeczności i dobrego imienia Polski. Jedną z osób blisko związanych z tym wydarzeniem jest Dorota Fischer – dziennikarka polonijna, redaktorka Radia PoloNews w Austrii, współpracowniczka mediów polonijnych w Berlinie i Rzymie, osoba, która – jak sama mówi – „nie ma czasu oglądać się za siebie, bo woli patrzeć przed siebie”. Przez lata swojej aktywności obserwowała, jak Polonia zmienia się, rozwija, a niekiedy… „zwija”.

W szczerej, długiej rozmowie opowiedziała o życiu za granicą, wyzwaniach działalności polonijnej, o tym, co Polonię buduje, a co ją niszczy. I o tym, dlaczego najważniejsze w byciu Polakiem za granicą jest po prostu… być człowiekiem.

„Zaczęło się samo. Jedno wydarzenie pociągało za sobą kolejne”

Marlena Bodo: Zacznijmy od początku… Jak zaczęła się Pani przygoda z działalnością polonijną w Austrii? Co było impulsem, żeby włączyć się w tę aktywność?

Dorota Fischer: Szczerze mówiąc – sama nie wiem, kiedy to się zaczęło. Po prostu wydarzyło się. Byłam już ponad dziesięć lat w Austrii, kiedy poczułam, że czegoś mi brakuje, że potrzebuję zrobić coś innego. Gdy przyjechałam do Austrii, to skupiłam się na integracji. Mój mąż jest Austriakiem, więc naturalnie weszłam w jego środowisko, kulturę, zwyczaje. Nie miałam wtedy czasu angażować się w działalność Polonii. A potem nadszedł 2004 rok – Polska została przyjęta do Unii Europejskiej. Dostałam zaproszenie na spotkanie polonijne z okazji wejścia Polski do UE. Nie mogłam pójść, bo pracowałam, ale powiedziałam wtedy: prędzej czy później do Was trafię. I rzeczywiście trafiłam. Najpierw do organizacji w Salzburgu, bo mieszkam niedaleko granicy. A potem rozpoczęła się część medialna mojego zaangażowania. Jedno wydarzenie generowało następne. Dziś, gdybym miała o sobie powiedzieć krótko to: jestem freelancerką polonijną – radio, telewizja internetowa, prasa polonijna. W tym się realizuję.

Adaptacja? „To nie trudne – trudne było tylko życie”

MB: Wspomniała Pani, że na początku swojej przygody z emigracją, zajęła się adaptacją i integracją z austriackim społeczeństwem. Jak wyglądał ten proces?

DF: Myślę, że nie jest to trudny proces. Bardziej chodziło o to, że życie samo w sobie wtedy było trudne. Mieszkaliśmy najpierw w Wiedniu, potem budowaliśmy dom. Ja byłam w ciąży, jednocześnie pracowałam. Mieliśmy robotników, wydatki, obowiązki. To była masa rzeczy, które wystąpiły „naraz”. Nic dziwnego, że nie miałam czasu ani na Polonię, ani na tęsknotę.

Jednak w późniejszym czasie pojawił się u mnie brak czegoś „polskiego”. Nie mówię tylko o pierogach, chociaż – to też (śmiech). Brakowało kontaktu z żywym człowiekiem, rozmowy, humoru, tej specyficznej energii. Książki i gazety, które przysyłała mi rodzina, nie załatwiały sprawy.

„Polak Roku we Włoszech i na Świecie”: od włoskiego konkursu do międzynarodowej idei

MB: Jak to się stało, że została Pani członkiem kapituły konkursu „Polak Roku”?

DF: Zostałam zaproszona przez kolegę z Włoch (działającego w tamtejszej telewizji internetowej). Konkurs początkowo obejmował tylko Włochy. Pierwsze cztery edycje były skierowane wyłącznie do działaczy z tego kraju. Ale organizatorzy doszli do wniosku, że czas rozszerzyć formułę, bo środowisko we Włoszech jest duże, lecz nie nieskończona, a poza Włochami też mieszkają Polacy, którzy mają wiele do zaproponowania i to w najrozmaitszych dziedzinach.

Zwiększono, więc skład kapituły i zaproszono mnie do niej jako dziennikarkę polonijną. Tak zostałam członkiem kapituły i jestem nim nieustannie od piątej edycji. Oceniam kandydatury. Co ważne – moją i pozostałych członków kapituły – rolą jest ocena wartości pracy społecznej, nie jej promowanie.

„Ten konkurs pokazuje ludzi, których w Polsce nikt nie widzi”

MB: Jak Pani ocenia znaczenie konkursu dla Polonii?

DF: Jest ono ogromne. Proszę mi wierzyć. Na całym świecie Polonia to tysiące ludzi działających nie z powodu gratyfikacji finansowej czy ambicji, ale z potrzeby serca. Ci ludzie to idealiści. Robią coś dla innych, często dla lokalnych społeczności, nie tylko polonijnych. I nikt o nich w Polsce nie wie… Nikt o nich nie słyszał…

W kraju nie ma systemowego sposobu na wyróżnianie Polaków działających za granicą. A przecież oni promują naszą kulturę, język, historię. Konkursy takie jak Polak Roku, Polonicus w Niemczech czy Złota Sowa Polonii w Austrii są wydarzeniami, gdzie takich idealistów można zobaczyć, docenić i pokazać światu. To bardzo potrzebne.

Jak ocenia się kandydatów? „Moralny kręgosłup ponad wszystko”

MB: Jakimi wartościami powinna kierować się osoba zgłaszana do konkursu?

DF: Konkurs ma regulamin, który określa podstawowe kryteria. Oczywiście liczy się działalność – artystyczna, społeczna, naukowa, biznesowa. Ale ja zwracam uwagę na coś więcej.

Kandydat musi być człowiekiem o kręgosłupie moralnym. Takim, który daje przykład innym. To nie może być ktoś, kto działa tylko dla siebie. Dobry malarz, który sprzedaje obrazy – świetnie. Ale mnie interesuje malarz, który część tej pracy oddaje innym: wspiera akcje charytatywne, przekazuje obrazy na cele społeczne, prowadzi warsztaty dla dzieci, osób niepełnosprawnych czy Polonii. Liczy się działanie, które buduje. Nie tylko dorobek, ale przede wszystkim umiejętność dostrzegania drugiego człowieka i chęć dzielenia się z nim.

Polonia kiedyś i dziś: „Kiedyś kultura, dziś bylejakość”

MB: Jak na przestrzeni lat zmieniło się Pani spojrzenie na Polonię?

DF: To trudny temat. Uważam, że działalność polonijna nie rozwija się. Ona się zwija. Gdy zaczynałam, Polonia była bardzo kulturotwórcza, oczytana, wrażliwa. Wydarzenia były na wysokim poziomie.

Dziś mamy zjawisko, które nazwałam „chorobą Polonii”, czyli bylejakość. Artystą może być każdy. Wiersze – nie wiadomo, czy pisane samodzielnie, czy przez sztuczną inteligencję. Imprezy na zasadzie: „spotkajmy się i będzie fajnie”. Ludzie naprawdę wartościowi – poeci, muzycy, naukowcy – wycofują się z takiej działalności, bo nie chcą konkurować z przeciętnością. To boli.

MB: Dlaczego tak się dzieje? Czy zmienił się świat i styl życia Polaków?

DF (kontynuując): Kiedyś ludzie przyjeżdżali do Austrii na dłużej. Nie było internetu, więc spotkania były potrzebą. Ludzie spotykali się, żeby np. przywozić sobie nawzajem gazety, pierogi, ogórki kiszone (śmiech). Tak powstawały organizacje polonijne. Dziś ludzie przyjeżdżają do pracy na kilka dni, a weekendy spędzają w Polsce. Budują domy, wracają do rodziny. Nie mają, kiedy uczestniczyć w życiu Polonii i po prostu nie chcą.

Młodzi Polacy znają języki i są dobrze wykształceni. Pracują w firmach międzynarodowych, Ich kręgiem towarzyskim nie jest Polonia, tylko Hindusi, Niemcy, Włosi czy Austriacy z biura, w którym pracują. I to z nimi Polacy wychodzą na spotkania, a nie na akademię z okazji 11 listopada. I ja to rozumiem. Świat się zmienił.

„Być Polakiem za granicą? Być człowiekiem za granicą”

MB: Co dla Pani oznacza bycie Polakiem za granicą?

DF: Powiem krótko: nic „specjalnego”. Najważniejsze jest być człowiekiem. Narodowość nie może być cechą, którą się wymachuje jak sztandarem. Być Polakiem to nie znaczy, że mam w każdym towarzystwie mówić po polsku albo co chwilę przypominać, że pochodzimy od Skłodowskiej czy Kopernika. Szacunek dla własnego kraju jest ważny, ale musimy szanować także innych i ich różność. Jeżeli na polonijnym opłatku jest Austriak – rozmawiajmy z nim po niemiecku, choćby przez 10 minut. To elementarna kultura. To otwiera ludzi na siebie nawzajem.

Dorota Fischer
Dorota Fischer

Zwyczaje, stereotypy i prawdy o Polonii

MB: Czy Polaków za granicą łatwo rozpoznać?

DF: Jest kilka charakterystycznych cech. Polki często rozpoznam po rozjaśnianych włosach, mocnym makijażu, długich paznokciach i wysokich obcasach. Bez względu na porę dnia i okoliczności. One lubią wyglądać elegancko. Może to forma wyróżnienia.

Z kolei mężczyźni są często bardzo ekspresyjni. Czasem niestety również wulgarnie, co wyłapuję na ulicach Wiednia. Ale jednocześnie – i to chcę podkreślić – Polacy są w Austrii bardzo cenieni. Za pracowitość, pomysłowość, rzetelność. Na Polakach po prostu można polegać.

MB: Kto bardziej angażuje się w działalność polonijną – kobiety czy mężczyźni?

DF: Myślę, że po równo. Różnica polega na tym, że mężczyźni zaczynają wcześniej, bo mają po pracy trochę więcej przestrzeni. Kobiety wchodzą w aktywność zwykle dopiero wtedy, gdy dzieci podrosną. Zyskują czas dla siebie – i wtedy zaczynają działać, niekiedy bardzo intensywnie.

Media polonijne

MB: Jakie wyzwania stoją dziś przed mediami polonijnymi?

DF: Takie jak przed wszystkimi mediami – najważniejsze to zachować rzetelność. Niestety wiele mediów polonijnych powiązanych jest z konkretnymi organizacjami. Efektem tego jest sprowadzenie mediów do roli tuby propagandowej. Publikują kalendarz imprez, wystąpienia zarządu czy ogłoszenia danej organizacji. Trochę w nich brakuje materiałów, które mogłyby przybliżyć Polskę mieszkańcom kraju, w którym dane medium działa.

PoloNews, z którym współpracuję, ma inną filozofię. Realizujemy audycje po polsku i po niemiecku, prezentujemy polską kulturę oraz przedstawiamy Polonię Austriakom. Chcemy pokazywać Polskę obu stronom. To trudne, ale bardzo potrzebne.

MB: Jaką rolę odgrywa PoloNews w środowisku polonijnym?

DF: Naszą główną misją jest informacja. Uważamy, że dzięki wiedzy i informacji może nastąpić integracja. Jeśli Polak lub Austriak dowie się, że w weekend jest festyn, koncert, promocja książki, to może zdecydować, czy chce przyjść i wziąć udział w multikulturalnym wydarzeniu. Bez informacji nie ma uczestnictwa w życiu polonijnym.

MB: Czy Polonia jest widoczna w Austrii?

DF: Słabo… ponieważ media polonijne są prowadzone w języku polskim. A Austriacy nie będą czytać tekstów w języku, którego nie znają. Dlatego tak ważne jest tworzenie materiałów dwujęzycznych – jedyną taką redakcją jest PoloNews.

Co inspiruje Dorotę Fischer? „Zawsze ludzie”

MB: Co Panią inspiruje w pracy dziennikarki?

DF: Ludzie. Uwielbiam podróżować, obserwować. Czasem ktoś wpadnie mi w oczy i myślę: „On mnie interesuje. Co on robi? Jaka historia za nim stoi?”. I zaczynam drążyć. W ten sposób poznałam wielu bardzo interesujących ludzi, z którymi udało mi się potem przeprowadzić bardzo ciekawe rozmowy.

Plany i marzenia

Na końcu rozmowy, Dorota Fischer zapytana o plany na przyszłość, uśmiechnęła się.

DF: Chcę robić dalej to, co robię. Patrzeć przed siebie, działać, poznawać ludzi, opisywać to, co ważne. Nie oglądać się za siebie. Szkoda mi na to czasu. A moje marzenie? Żeby Polonia na świecie znów bardziej wierzyła w swoją wartość i dbała o jakość tego, co tworzy.

Marzę o tym, aby polskie media i organizacje polonijne stały się synonimem wysokiej, wartościowej kultury. Dziś wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że nasi pisarze zdobywają międzynarodowe nagrody, m.in. Austriacką Nagrodę Literacką otrzymali Sapkowski, Lem, Stasiuk, Herbert. A to przecież dowód na to, jak wielki potencjał tkwi w naszej literaturze. Podobnie jest z kinem i teatrem. Mamy wspaniałych reżyserów i twórców, którzy mogliby być wizytówką Polski na świecie.

A jednak wciąż tkwimy w roli ofiary historii – rozbiory, wojny, komunizm – i zamiast patrzeć w przyszłość, upajamy się przeszłością. To, oczywiście, część naszej tożsamości, ale powinna być fundamentem, a nie istotą współczesnych dziełań.

Potrzebujemy odwagi, by pokazywać to, co w Polsce najwartościowsze. Kiedy zaczniemy eksponować naszą kulturę w pełnym wymiarze, świat spojrzy na nas z autentycznym podziwem. Polonia może być nie tylko miejscem spotkań i wspomnień, ale przestrzenią inspiracji, a więc miejscem, gdzie kultura łączy ludzi, pobudza kreatywność i pokazuje, że Polska jest krajem żywej, współczesnej twórczości. Tylko wtedy odzyskamy prawdziwą dumę i wiarę w to, że nasze dziedzictwo to nie tylko historia, ale również żywa, dynamiczna kultura, którą mamy prawo i obowiązek prezentować światu.

„Najważniejsze to być człowiekiem” – zakończenie

Rozmowa z Dorotą Fischer to opowieść nie tylko o Polonii, ale także o współczesnym świecie, a więc pełnym zmian, pośpiechu i nowych form migracji. To opowieść o tym, jak trudno dziś budować wspólnotę i jednocześnie jak bardzo jest ona potrzebna. O tym, że konkurs „Polak Roku” pozostaje jednym z nielicznych wydarzeń, podczas którego można zobaczyć to, co w Polonii najpiękniejsze – pasję, oddanie i pracę dla drugiego człowieka. Jak mówi Dorota:

„Narodowość nie ma znaczenia. Najważniejsze jest być człowiekiem.”

Dla portalu Ponad Granicami rozmawiała Marlena Bodo

Przewijanie do góry
Przejdź do treści